• Reich
  • Mindhunter
  • White Lotus, The
  • Devs
  • Bad Guys, The

Perfect Storm, The

data publikacji: 12/08/2015

Gniew Oceanu

Perfect Storm, The

"...stanowi piękny hołd dla tych, których zabrała morska otchłań..."

Kompozytor: James Horner

Rok produkcji: 2000

Wytwórnia: Sony

Czas trwania: 79:00 min.

 

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki – mawiają zwykle ci, którzy pragną w ten sposób usprawiedliwić swoją niechęć do zajmowania się czymś, co już kiedyś odhaczyli. James Horner z całą pewnością nie wyznawał podobnej zasady. Niespełna trzy lata po premierze „Titanica” postanowił wypłynąć w kolejny rejs. W wysokobudżetowym obrazie Wolfganga Petersena znów ilustruje autentyczną historię, której dramatyczny finał rozegrał się na morzu. W 1991 r. na północnym Atlantyku miał miejsce sztorm stulecia, powstały w wyniku zderzenia dwóch potężnych frontów burzowych z huraganem Grace. Film przedstawia historię rybaków amerykańskiego kutra, którzy znaleźli się w samym sercu huraganu. Ścieżka dźwiękowa z muzyką Hornera została wydana na tydzień przed premierą filmu. Znalazło się na niej dziesięć utworów.

 

Album otwiera dziewięciominutowe „Coming Home From The Sea”. Kłóciłbym się jednak z tytułem utworu, który sugeruje, że schodzimy z pokładu na ląd. Jest zupełnie na odwrót! Z początku rzeczywiście kompozytor stara się wprowadzić słuchacza w nostalgiczny, by nie rzec beztroski nastrój. Jest on jednak złudny i krótkotrwały, gdyż subtelne dźwięki gitary i rogu ustępują po chwili sekcji smyczkowej. W okolicach czwartej minuty niespodziewanie kompozycja łapie prawdziwy wiatr w żagle, a my – w akompaniamencie bębnów, gitary elektrycznej, cymbałów i rozmaitych trąbek – odbijamy od brzegu i suniemy pełną prędkością po bezkresnych falach. Utwór stanowi dobry wstęp, w którym mamy okazję poznać większość tematów. Każdy z nich, w mniej lub bardziej rozbudowanej formie, pojawi się w kolejnych utworach.

 

Drugi kawałek to powrót do spokojnego grania. W tej kompozycji prym wiodą skrzypce. Pojawia się też pierwszy mroczniejszy akcent, który jednak szybko wyparty zostaje przez znany z poprzedniego utworu temat. Tym razem rozbrzmiewa on na flecie wspomaganym delikatnymi dźwiękami gitary. Następne w kolejności „Let’s Go, Boys” mocno zapada w pamięć. Jest to zdecydowanie jeden z najpiękniejszych i najbardziej urzekających utworów na krążku. Amerykanin bawi się tutaj tematem głównym i wreszcie prezentuje nam go w całej okazałości. Przepiękna i majestatyczna melodia, której trudno nie dać się porwać.

 

„To The Flemish Cap” kontynuuje myśl z poprzedniej ścieżki. Powoli jednak zmienia się nastrój i wkrada dramatyczny ton. Stykamy się również po raz pierwszy z muzyką akcji, która od tego momentu zagości w naszych głośnikach na dłużej – czego potwierdzeniem „The Decision to Turn Around” i „Small Victories”. Obie kompozycje są stricte ilustracyjne i w przejmujący sposób obrazują zmagania załogi kutra Andrea Gail z oceanem. Kompozytor wie, jakimi prawami rządzi się akcja. Żongluje tematami, zalewając nas niczym wzburzone fale – to żywszymi, to spokojniejszymi fragmentami. „Coast Guard Rescue” to bezapelacyjnie najlepszy reprezentant action score’u na płycie, z całą plejadą różnorodnych melodii, a także kilkoma naprawdę oryginalnymi pomysłami. Pojawia się również legendarny czteronutowy motyw zagrożenia, do którego kompozytor uciekał się w wielu swoich pracach. O dziwo, w tym przypadku brzmi on naprawdę dobrze.

 

Czego nie można powiedzieć o kolejnym utworze, w którym również się pojawia. Niestety, co za dużo, to nie zdrowo. „Rogue Wave” ilustruje pełen emocji finał. Zza wielkiej fali przebijają się pierwsze promyki słońca. Intensywne i surowe dźwięki z początku utworu powoli przechodzą w smutny ton, by pod koniec rozpłynąć się w nicości, robiąc tym samym miejsce dla optymistycznej wersji tematu głównego. Utwór nie zaskakuje jednak niczym nowym i gdyby go zabrakło, pozytywnie wpłynęłoby to na całokształt wrażeń z odsłuchu.

 

Przedostatniego utworu, „There’s No Goodbye… Only Love”, słucha się już z czystą przyjemnością. Przepięknie zaaranżowana melodia przynosi upragnione ukojenie po dramatycznej walce stoczonej na środku oceanu. Album wieńczy oparta na temacie przewodnim piosenka „Yours Forever” w wykonaniu Johna Mellencampa. Spotkała się ona z mieszanymi reakcjami wśród fanów muzyki filmowej. Trochę się dziwię, bo dość dobrze koresponduje ona z resztą materiału na płycie. Refleksyjny tekst i kameralne wykonanie stanowi piękny hołd dla tych, których zabrała morska otchłań.

 

Czy „The Perfect Storm” stanowi „The Perfect Score” w dorobku Jamesa Hornera? Zdecydowanie nie. Jak każdy album, i ten ma swoje mankamenty. Głównym z nich jest niewątpliwie mała oryginalność. Zaznajomieni z twórczością kompozytora bez wątpienia wychwycą w tej partyturze mnóstwo nawiązań, a czasem i bezpośrednich cytatów z jego wcześniejszej twórczości (choćby z „Titanica” czy „Star Treka”). Należy także wspomnieć o miejscami wręcz przesadnej tendencji maestro do eksploatacji skomponowanych motywów. Dla części odbiorców może to być na tyle męczące, że w ostateczności odbije się negatywnie na odbiorze całości.

 

Nie zmienia to jednak faktu, że niniejsza ścieżka dźwiękowa stanowi obraz niewątpliwego kunsztu twórczego Hornera i dowód na to, jak świetnym był orkiestratorem. Szczególne wrażenie robi wykorzystanie szerokiego wachlarzu instrumentarium. Mamy tutaj niezwykle oryginalne połączenia brzmień gitary elektrycznej i rogów z sekcją dętą i smyczkową. Tematy są niezwykle nośne, błyskawicznie wpadają w ucho i w żadnej z wariacji nie można odmówić im uroku. Muzykę z „Gniewu Oceanu” słucha się z rozkoszą zarówno w filmie, jak i poza nim. Horner swoją ilustracją perfekcyjnie oddał zmienne oblicze Posejdona – zarówno to spokojne i piękne, oraz dzikie i bezlitosne. I dokładnie tymi samymi przymiotnikami podsumowałbym niniejszy soundtrack.

Autor recenzji: Artur Karwala


CD 1

01.

Coming Home from the Sea

02.

"The Fog's Just Lifting..."

03.

"Let's Go Boys"

04.

To the Flemish Cap

05.

The Decision to Turn Around

06.

Small Victories

07.

Coast Guard Rescue

08.

Rogue Wave

09.

"There's No Goodbye... Only Love"

10.

Yours Forever – John Mellencamp

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 4.67  

PrzeMysław Marciniak 12-08-2015, 09:05

Bardzo fajna, recenzja. Gratuluje autorowi.


Tomasz Goska 16-08-2015, 17:11

The Perfect Score - tyle w temacie. Kto film oglądał ten wie, jak mocną pozycję ma tam muzyka. Kto też widział to widowisko i słuchał albumu, ten wie, jak genialnie jest to wszystko przemontowane na potrzeby soundtracku. Jedno z najbardziej pasjonujących 80 minut Hornera w jego dorobku.


Marek Tomaszewski 03-06-2016, 16:31

W rzeczy samej p. Tomaszu. Wykorzystywanie własnych pomysłów aranżacyjnych i lekkie muskanie stworzonych już na potrzeby innych obrazów motywów muzycznych, to przecież "znak wodny" i pewien wyznacznik Horner'owskiej twórczości. Ale nie o to chodzi by bić Horner’a po łapkach, za każdym razem gdy stwierdzimy "już gdzieś to słyszeliśmy". Tutaj Horner jest z pewnością u szczytu swoich kompozycyjnych możliwości i wie o tym każdy, kto obejrzał choć raz w kinie ten film. Ja tak …. i jedno wam powiem Panowie. Pokłony dla Maestro za to jak oprawił ten "średni, z tendencją w stronę dobrego" film. Ten Score jest wyznacznikiem tego jak powinno się pisać ilustracje, które "perfekcyjnie" działają na sferę uczuciową w obrazie i poza nim (po 16 latach przywracają w pamięci obrazy i emocje). Dziś takich ścieżek się już nie pisze. Tak potrafiło niewielu, z Horner’em na czele. Ktoś mądry napisał „u Hornera nigdy nie chodziło o drogę; a zawsze o podróż” R.I.P. Dear James.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz