• Man with One Red Shoe, The – Limited Edition
  • Swiss Army Man
  • Born To Be Blue
  • Miss Sloane
  • Hoax, The

Videodrome

data publikacji: 26/07/2015

Wideodrom

Videodrome

"...wywołuje jedynie ból..."

Kompozytor: Howard Shore

Rok produkcji: 1983 / 1998

Wytwórnia: Varese Sarabande

Czas trwania: 33:51 min.

 

David Cronenberg jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych twórców, który ma oddane grono fanów, jak i sceptyków, nie do końca rozumiejących fenomen reżysera. Ja jestem gdzieś po środku, ale to nieistotne. Rozgłos Kanadyjczykowi przyniósł nakręcony w 1983 r. „Wideodrom” – film opowiadający o szefie stacji telewizyjnej, znajdującym piracki kanał pokazujący morderstwa i tortury. Nietypowa forma, perwersja oraz groteskowość fabuły przyniosły mu z czasem status dzieła kultowego.

 

Skoro za kamerą stał Cronenberg, to za muzykę odpowiadać mógł tylko jeden człowiek – Howard Shore. To był ich trzeci wspólny projekt i kompozytor jeszcze nie zdołał wyrobić swojego charakterystycznego stylu. W powstałej na długo przed trylogią „Władcy Pierścieni” muzyce, Shore bawi się elektroniką, uciekając w mroczne, ciężkie brzmienie, z którym nawet najwięksi fani dokonań maestro mają nie mały problem.

 

Ścieżkę dźwiękową wydano już przy okazji premiery filmu, a po latach wznowiono na płycie kompaktowej, ograniczając się do tego samego, półgodzinnego materiału. Całość bazuje na jednym, krótkim temacie – czteronutowcu granym przez organy. Melodia ta cały czas przewija się na ekranie, jednak jej nadmiar wywołuje znużenie zamiast ciekawości. Czasem w tle przewiną się wolno grające skrzypce i dęciaki („A Slow Burn”), czy przypominające bicie serca uderzenia perkusji („801 A/B”), ale są one tylko i wyłącznie skromną dekoracją generalnie ponurego underscore'u. Shore eksperymentuje z nutami, jak reżyser z obrazem, tylko że efekt muzyczny raczej rozczarowuje.

 

Dodatkowo muzykę postanowiono ubarwić jeszcze dziwacznymi efektami dźwiękowymi, czego w filmie nie słychać. Najlepiej słychać je w otwierającym całość (i chyba najlepszym utworze na albumie) „Welcome to Videodrome”, gdzie pojawia się przerobiony głos wprowadzający, jęki, oddechy, krzyki i symulacje m.in. zakłócenia sygnału. Na początku może to fascynować, ale im dalej, tym bardziej ciężkostrawne jest to danie (patrz: wrażeniometr), które samoistnie nie ma racji bytu.

 

Zresztą „Videodrome” na ekranie także się nie sprawdza. To ilustracja z rodzaju tych, które po prostu sobie są i teoretycznie nie przeszkadzają, ale na dłuższą metę wywołują dużą irytację. Pół biedy, gdyby jeszcze zapadała jakoś w pamięć i pomagałaby współtworzyć klimat filmu. Jednak nawet tego zadania nie jest w stanie spełnić w stopniu zadowalającym.

 

„Videodrome” przypomina raczej nieudolny eksperyment niedoświadczonego laboranta, którzy wymieszał różne składniki, by zobaczyć, co mu z tego wyjdzie, niż pełnoprawny score. Mówiąc krótko: to ten typ muzyki, której słuchanie wywołuje jedynie ból. I to chyba najcięższy z możliwych grzechów, mogący wręcz zniechęcić do tego gatunku. Długo zastanawiałem się nad oceną. Ostatecznie 1,5 nutki wydaje się być jedynym słusznym wyborem.

Autor recenzji: Radosław Ostrowski


CD 1

01.

Welcome to Videodrome

02.

801 A/B

03.

A Slow Burn

04.

TV Or Not TV

05.

TV Passions

06.

Pins and Needles

07.

Long Live the New Flesh

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 2  

Tomasz Goska 27-07-2015, 21:38

Muzyka szału nie robi jako słuchowisko, ale jako eksperyment filmowy zaskakuje. Stąd też ocenę troszkę wyższą daję.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz