• Hacksaw Ridge
  • Kubo and the Two Strings
  • Jungle Book, The
  • Pete’s Dragon
  • Sully

Ant-Man

data publikacji: 18/07/2015

Ant-Man

"...jest przednią zabawą..."

Kompozytor: Christophe Beck

Rok produkcji: 2015

Wytwórnia: Hollywood Records

Czas trwania: 65:31 min.


Człek-mrówka to film, który kończy tzw. Drugą Fazę studia Marvel. I czyni to w sposób zarówno burzliwy, jak i wyjątkowo lekki. Początkowo mający otwierać następny rozdział uniwersum film napotkał sporo roszad twórczych, skutkiem czego stawia teraz kropkę nad sequelem przygód Avengers, do jakich zresztą całkiem zgrabnie nawiązuje. Jest przy tym ich totalnym przeciwieństwem – pozbawiony patosu, ‘mroku’, o znacznie mniejszej skali wydarzeń. To komedia pełną gębą, w której nawet ratowanie świata jest przednią zabawą.


Luzacki ton filmu dużo zawdzięcza jego kryminalnej otoczce – trzymającej odpowiednio w napięciu, ale też niezwykle uroczej, zawsze atrakcyjnej. I taką właśnie drogę obrała ścieżka dźwiękowa Christophe’a Becka. Kompozytor ten umiarkowanie radzi sobie w kinie dużego kalibru. „Muppety: Poza prawem”, „Elektra”, „RED” czy „Percy Jackson” to typowe przykłady średniaków z momentami, a ubiegłoroczne „Edge of Tomorrow” było wręcz rozczarowaniem sezonu. Jego angażu do świata Marvela można się było zatem obawiać (zastąpił on zresztą Stevena Price’a na tym stanowisku), nawet biorąc pod uwagę ogółem olewcze podejście danej wytwórni do muzyki.


Szczęśliwie Beck dobrze odnalazł się w przestępczym światku hołdującym tradycjom Robin Hooda. Jego nuty są pełne werwy, charakteru, nadają historii odpowiedni ton i sprawnie regulują tempo poszczególnych scen, jakie bez ilustracji byłyby może nie tyle bezduszne, co z pewnością puste. Nie jest to związek na śmierć i życie, lecz bez dwóch zdań ważny element składowy całej produkcji, który doskonale spisuje się na ekranie, a poza nim spokojnie może pretendować do grona najlepszych dokonań Becka.


Idealnym dowodem na to jest już sam temat przewodni – często przez kompozytora wykorzystywany, ale bez wrażenia przesytu. Odrobinę niesforna, pełna zabawy dźwiękami melodia przywodzi na myśl zarówno staroświeckie włamy celuloidu, jak i typowe dla lat 80. i 90. przygodowe klimaty, z łatwo wpadającymi w ucho, wyrazistymi fanfarami. Nie brak w nim też współczesnego sznytu superhero. Czyni to zeń niezwykle atrakcyjny kawałek, jaki śmiało można uznać za jeden z bardziej udanych Marvela do tej pory. A jego barwna, finałowa aranżacja w „Tales to Astonish!” z pewnością porwie niejednego melomana.


I choć korzystanie z różnych źródeł i tradycji kina nie dodaje tej pracy punktów do oryginalności, to jednak brzmi ona całkiem świeżo i jest po prostu bardzo lotna. Zwłaszcza, że Beck nie spoczywa na laurach i do samego końca proponuje niezwykle przyjemne, chwytliwe rytmy, w jakich znajdziemy sporo niuansów do wielokrotnego smakowania.


Specyficzne pociągnięcia smyczków, brzmienie sekcji dętej i częste wykorzystywanie fletów oraz elementów perkusyjnych przypominają zarazem język Michaela Giacchino (a więc twórcy wyraźnie czerpiącego ze starej szkoły – zresztą nazwy niektórych utworów, pełne nawiązań i mrugnięć okiem, również są żywcem wyjęte z jego płytoteki), jak i swego rodzaju hołd dla legendarnych przedstawicieli gatunku, z „Mission: Impossible” na czele.


Oczywiście, jak w niemal każdej ilustracji filmowej, znajdzie się tutaj trochę typowej tapety, tudzież momentów czysto dramatycznych, a więc nudnych i ginących poza kadrem, jakim nie pomaga także względnie krótki czas trwania (czyt. kończą się, zanim zaczną). Część materiału spokojnie można by zatem przyciąć, zyskując jedynie na słuchalności. O dziwo płynność odsłuchu jest jednak komfortowa i muzyką naprawdę ciężko się zmęczyć. Nawet, gdy pod koniec krążka robi się już trochę zbyt jednostajnie i odrobinę sztampowo (mniej więcej od potężnego i zarazem topornego „Insecticide”), to kompozytor potrafi utrzymać naszą ciekawość, a frajda nigdy nie spada poniżej pewnego, solidnego poziomu.

 

 

„Ant-Man” ukazuje się przy tym w dwóch formach – elektronicznej oraz płytowej. Ta druga ma swoją premierę nieco później, ale oferuje jeszcze trzy dodatkowe piosenki, jakie przewijają się w tle seansu oraz temat Roya Ayersa z filmu „Coffy” (wykorzystany także przez Tarantino w „Jackie Brown”). Nie są to utwory warte czekania. Przyjemne, owszem, ale ani specjalnie nie zapadają w pamięć, ani też nie współgrają z ilustracją w jakiś szczególny sposób. Jedynie „Escape” pasuje doń stylistycznie, lecz i tak stanowi co najwyżej bonusik dla najcierpliwszych ant-fanów. Ci zresztą słusznie mogą narzekać na brak w tej grupie „Disintegration” The Cure – bodaj najsprytniej wykorzystanego narracyjnie kawałka.


Homo-formica score nie jest idealny, ale wyróżnia się na tle większości marvelowskich ścieżek dźwiękowych – czy to zawadiacką poetyką, czy też radością twórczą płynącą z głośników i udzielającą się słuchaczowi. Warto (małe)go polecić, warto także docenić – dlatego, nieco na wyrost i trochę wbrew oczekiwaniom, ale bez większego wahania, naciągam notę do pełnej, dużej czwórki.

 

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Theme from Ant-Man

02.

Honey, I Shrunk Myself

03.

Escape from Jail

04.

Ant 247

05.

Paraponera Clavata

06.

San Francisco, 1987

07.

I’ll Call Him Antony

08.

Tiny Telepathy

09.

First Mission

10.

Signal Decoy

11.

Old Man Have Safe

12.

Pym’s Lab

13.

Antfiltration

14.

Your Mom Died a Hero

15.

Scott Surfs on Ants

16.

The Water Main

17.

CrossTech Break-In

18.

Into the Hornet’s Nest

19.

Become the Hero

20.

Insecticide

21.

A Center for Ants!

22.

Cross Gets Cross

23.

Fight of the Bumblebee

24.

Ants on a Train

25.

Small Sacrifice

26.

About Damn Time

27.

Tales to Astonish!

28.

Borombon – Camilo Azuquita

29.

Escape (from Coffy) – Roy Ayers

30.

I’m Ready – The Commodores

31.

Pink Gorilla – HLM

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

Av 21-07-2015, 09:59

Będąc w kinie nie mogłem usłyszeć nic specjalnego. Ot taka muzyka pod tło, nic nie wnosząca poza filmem, na krążku. I się nie zdziwiłem, mdła muzyka po całości, prócz energicznych piosenek.


Tomasz Goska 22-07-2015, 14:53

Świetny film deklasujący w mojej opinii Strażników Galaktyki. Ścieżka dźwiękowa też stoi i kilka klas wyżej aniżeli twór Batesa. Jakkolwiek ciężko zestawiać ze sobą te dwie prace, bo gatunkowo nadają na innych falach. Partytura Becka jest wyraźnie zaakcentowana w filmie, choć musi dzielić przestrzeń z innymi elementami widowiska - równie mocno angażującymi uwagę. Na płycie już natomiast jest świetnie skonstruowaną rozrywką, dającą dużo satysfakcji z odsłuchu. Ode mnie leci czwóreczka. Nie tylko za jakość tej ilustracji, ale i za świetną chemię panującą na linii obraz-muzyka.


J.B. 05-09-2015, 23:39

Nie szarżowałbym z czwórką, poza fajnym, choć konwencjonalnym głównym tematem właściwie nie ma na czym ucha zawiesić. W filmie też nie porywa, zwłaszcza w konkurencji ze świetną warstwą dźwiękową.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz