• Hitman’s Bodyguard, The
  • Klute / All The President's Men
  • Victoria & Abdul
  • Logan
  • Game of Thrones – season 7

007: World is Not Enough, The

data publikacji: 07/06/2015

Świat to za mało

007: World is Not Enough, The

"...nie brakuje pomysłów i energii..."

Kompozytor: David Arnold

Rok produkcji: 1999

Wytwórnia: Radioactive / MCA Music

Czas trwania: 68:02 min.

 

Po blisko 40. latach obecności na dużym ekranie, przyszło Broccolim wprowadzić Bonda w końcu także i w nowe milenium. I udało im się to całkiem nieźle, bo choć „Świat to za mało” bywa głupawy i przesadzony, to mimo wszystko udanie łączy typowe dla agenta Jej Królewskiej Mości tricki z bardziej poważnymi motywami. Jak zwykle nie brakuje efektownej i mogącej się podobać akcji (znakomity prolog) oraz wielu pięknych kobiet (tym razem aż czterech!), a Robert Carlyle gra jednego z ciekawszych i bardziej bezwzględnych czarnych charakterów w historii 007. Słowem: solidna odsłona serii.

 

W kwestii muzycznej producenci ponownie sięgnęli po Davida Arnolda, który tak dobrze wszedł w buty Barry’ego w „Tomorrow Never Dies”, że do dziś uważa się to za jedną z jego najlepszych prac. „The World Is Not Enough” jedynie potwierdza słuszność tego wyboru, choć, niestety, nie jest już tak dobre.

 

Raz jeszcze – wzorem swego mistrza – Arnold stworzył także podkład do piosenki przewodniej. Do napisania słów udało się nakłonić legendę branży – Dona Blacka, czyli autora kilku ważnych szpiegowskich hitów z czasów Barry'ego. Arnold bardzo chciał, aby utwór zaśpiewała grupa Garbage. Wspólnie nagrał z nimi demo i przedstawił producentom, którym przypadło ono do gustu (w przeciwieństwie do innego, jakie w międzyczasie wylądowało na ich biurku, a które formacja o nazwie Straw przysłała sama z siebie). Finalna wersja utworu – otwierająca album – została dobrze przyjęta również przez krytyków i poradziła sobie też na listach przebojów.

 

Dziś jest uważana za jedną z lepszych bondowskich piosenek (jeden z coverów wykonała nawet Diana Krall), czemu trudno się dziwić. Specyficzny, głęboki wokal liderki grupy, Shirley Manson, idealnie sprawdza się z chwytliwą, acz niezwykle liryczną linią melodyczną, a całość sprawnie łączy klimat klasycznych bondowskich szlagierów z nowoczesnymi beatami i odrobiną pazura, jaki daje o sobie znać w drapieżnym refrenie na pełną orkiestrę. Jak stwierdzili później sami muzycy, zadowoleni z końcowego dzieła: „Dla fanów grupy brzmi to, jak typowa piosenka Garbage. A dla fanów Bonda, jak piosenka z Bonda.”.

 

Oprócz piosenki, Garbage dodało także swoje trzy grosze do jednego z utworów akcji – muskularnego „Ice Bandits”, jaki po części wykorzystuje tą samą melodię. Reszta to już jednak Arnold pełną gębą, któremu znowu nie brakuje pomysłów i energii na 007. Maestro najlepiej czuje się właśnie w dynamicznym action score, co pokazują dobitnie również takie znakomite kawałki, jak potężne „Come In 007, Your Time Is Up” i „Going Down - The Bunker”, czy polane odrobiną rosyjskiej swojskości „Caviar Factory”. Na szczęście to nie jedyne atuty tej płyty.

 

Ucho cieszy również strona liryczna. Stylowe „Casino”, egzotyczne „Welcome To Baku” z przejmującą wokalizą i romantyczny, fortepianowy temat Elektry, to być może nie ta sama półka, co „Paris and Bond” z poprzedniego filmu lub „Night at the Opera” z późniejszego „Quantum of Solace”, ale nie można odmówić im ani uroku, ani klasy, ani tym bardziej melodyjności. Lekkość i swoboda w operowaniu rytmem robi wrażenie także w momentach typowego budowania napięcia/atmosfery („Body Double” i początek „Pipeline”). Acz pozornie nic się w nich nie dzieje, to dosłownie płyną z głośników, zanurzając nas w charakterystycznych dźwiękach spod znaku dwóch zer i siódemki.

 

 

Rzecz jasna wszystkie te kompozycje bezbłędnie odnajdują się na ekranie. Słychać, że Arnold czuje bluesa, co odbija się także na dużej przyswajalności krążka. Ten słabuje dopiero w samej końcówce, serwując nam kilka minut nic nie wnoszącego underscore’u oraz męczącego uszy kolosa, jakim jest 10-minutowe „Submarine” – jedynie w domyśle efektowny finał. Wrażenie psuje także wieńcząca płytę, mdła piosenka Scotta Walkera, jaką najlepiej podsumować brakiem komentarza. Nie ma ona zresztą żadnego powiązania z filmem.

 

Wszystkie te minusy świadczą głównie o przesadzonej długości soundtracku, jaki w autonomicznej formie spokojnie można było przyciąć o dobry kwadrans, oszczędzając odbiorcom straty czasu na bezsensowne programowanie tracklisty. Poza tym nie rzutuje specjalnie na jakości oraz atrakcyjności ilustracji Arnolda, który raz jeszcze pokazał, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Jego „Świat to za mało” wytrzymuje próbę czasu i powinien zaspokoić głód nut każdego bondomaniaka, nawet jeśli brak mu świeżości poprzednika. Przy czym do obu tych pozycji lubię wracać równie często. 3,5 to moja finalna ocena.

 

 

 

P.S. Na wersji high definition albumu znaleźć można dodatkową piosenkę – „Sweet Coma Again” w wyk. Luny Sea i DJ Krusha. Wydanie podstawowe posiada natomiast jeszcze dodatek elektroniczny w postaci trailera.

 

James Bond powróci w naszych recenzjach...

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

The World Is Not Enough – Garbage

02.

Show Me The Money

03.

Come In 007, Your Time Is Up

04.

Access Denied

05.

M's Confession

06.

Welcome to Baku

07.

Casino

08.

Ice Bandits

09.

Elektra's Theme

10.

Body Double

11.

Going Down - The Bunker

12.

Pipeline

13.

Remember Pleasure

14.

Caviar Factory

15.

Torture Queen

16.

I Never Miss

17.

Submarine

18.

Christmas in Turkey

19.

Only Myself to Blame – Scott Walker

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz