• Hitman’s Bodyguard, The
  • Klute / All The President's Men
  • Victoria & Abdul
  • Logan
  • Game of Thrones – season 7

007: Die Another Day

data publikacji: 07/05/2015

Śmierć nadejdzie jutro

007: Die Another Day

"...liczne eksperymenty trudno nazwać w pełni udanymi..."

Kompozytor: David Arnold

Rok produkcji: 2002

Wytwórnia: Warner Bros. / WEA

Czas trwania: 54:56 min.

 

„Śmierć nadejdzie jutro” to film, który przypadł na specyficzny jubileusz 007 – 40. urodziny słynnego agenta zeszły się z 20. (oficjalnym) filmem serii. Jak się okazało, był to także ostatni występ Pierce’a Brosnana w tym wcieleniu, co wielu fanów przyjęło ze smutkiem. Aktor nie mógł przy tym trafić na gorsze pożegnanie z postacią brytyjskiego szpiega. Producenci postanowili sobie bowiem tym razem zaszaleć, upychając film po brzegi wszystkim, czym tylko się da – przebajerzonymi gadżetami, przesadzoną intrygą, przekombinowaną akcją, cudacznymi postaciami i mnóstwem nawiązań do poprzednich filmów. Efekt finalny okazał się jednak mało strawnym, męczącym doznaniem i został zmiażdżony przez krytyków. Publika okrzyknęła go jednym z najgorszych Bondów w historii, co bezpośrednio doprowadziło do odnowienia formuły i opóźnienia produkcji kolejnej części.

 

Pierwotnie przygoda ta nosiła tytuł „Beyond The Ice”. I tak też nazywała się pierwsza propozycja piosenki przewodniej od grupy Red Flag. Tradycyjnie utwór nie spodobał się jednak producentom – ci woleli sięgnąć po Madonnę. Kontrowersyjna wokalistka przyjęła propozycję, zapewniając sobie wcześniej pełną kontrolę nad procesem twórczym, a nawet i wywalczyła skromny epizod w filmie (instruktorka szermierki), co pozostaje wyjątkiem w bondowskich annałach. Jej piosenka także pozostaje swoistym fenomenem uniwersum.

 

Z jednej strony to jedna z najmniej kanonicznych melodii, podrasowana w dodatku elektronicznymi eksperymentami, które m.in. okrutnie zniekształcają głos artystki. Było to zresztą mocno komentowane podczas premiery i do dziś stanowi kluczowy argument w uszach przeciwników hitu. Z drugiej strony był to de facto wielki sukces kasowy, któremu wszelkie zarzuty nie przeszkodziły w podbiciu list przebojów, a i po latach hejt względem niej stanowczo opadł. Dziś wciąż jest co prawda wymieniana pośród najgorszych szlagierów Jej Królewskiej Mości, ale trzeba oddać królowej popu, iż jej kompozycja pasuje do czołówki filmu i posiada naprawdę fajny podkład smyczkowy. Słowem: może się podobać, acz stanowczo daleko jej do czołówki przebojów MI-6.

 

Podobnie podsumować można także resztę soundtracku – w formie płytowej zamykającego się w blisko godzinie materiału i 15 kompozycjach, dodatkowo uzupełnionych licznymi dodatkami komputerowymi (teledyski, making of, galerie zdjęć i plakatów...), co również stanowi pewien ewenement wśród bondowskich wydawnictw (nieśmiało zapoczątkowany we wcześniejszym „The World Is Not Enough”). Swoistego ducha nowej, elektronicznej ery oddaje na swój sposób także przeróbka tematu głównego, jakiej dokonał Paul Oakenfold. Agresywne bity i mocno ‘rozkrzyczany’ styl wariacji „James Bond Theme” pasuje do imidżu surfującego 007 i na pewno nie jest profanacją słynnych nut. Ale też i żadna z tego rewelacja – po jakimś czasie zaczyna przyprawiać raczej o ból głowy.

 

Podobną ścieżką podąża David Arnold, który łączy ze sobą tradycyjną orkiestrę o typowo bondowskim zacięciu, ze współczesnymi elementami pokroju gitary elektrycznej i wiecznie obecnych syntezatorów. Maestro nadal czuje tu klimat i styl przygód szpiega-gentlemana, czego rezultatem kilka świetnych tematów, z mocarną akcją w „Hovercraft Chase” na czele. Co prawda wiele z jego eksperymentalnych zagrań może irytować („Iced Inc.”, końcówka „Laser Fight”) – zwłaszcza mniej wprawione ucho. Ale koniec końców trzeba oddać mu zapał do gry w ‘siódemkę’, niczym nieskrępowaną zabawę materiałem i smykałkę w operowaniu tymże.

 

Jak zawsze u BondArnolda klika strona liryczna, która pozwala odpocząć uszom od natłoku action score’u. „Jinx Jordan” oraz „Jinx & James” są co prawda niezbyt oryginalne i trudno zaliczyć je do najlepszych dokonań kompozytora na tym polu, ale to całkiem przyjemna w odsłuchu para. Natomiast śliczne, acz diablo krótkie „Going Down Together” stanowi idealne zwieńczenie płyty.

 

Na dłuższą metę ta potrafi jednak wymęczyć i znużyć. Mimo potężnego brzmienia chórów w epickich „Icarus” i „Whiteout”, jakie dodatkowo wspiera egzotyczna wokaliza samej Natachy Atlas w monstrualnym (także czasowo) „Antonov”, a także odprężającemu, pełnemu fikuśnych dźwięków „Welcome To Cuba” (kompletnie nie przystającemu przy tym do reszty kompozycji), jest to w dużej mierze praca mało charakterna. Posiadająca pazura, owszem – ale zbudowana głównie na (nieprzyjemnym w pozafilmowym odbiorze) underscore i wyjątkowo posępnym brzmieniu. Czuć tu zresztą sporą wtórność materiału, którego bardzo ilustracyjny charakter i liczne eksperymenty trudno nazwać w pełni udanymi, a tym bardziej atrakcyjnymi z punktu słyszenia melomana.

 

 

Docenić należy pietyzm niektórych z zawartych tu fragmentów („Antonov”, przy całej jego przesadzonej prezentacji, to kawał solidnej roboty, scalającej w sobie sprawnie wiele pomysłów), jak i ogólną stronę techniczną. Poza najwierniejszymi miłośnikami Bonda, tego konkretnego filmu, Davida Arnolda lub syntetycznej dynamiki oraz kolekcjonerami, trudno z czystym sumieniem polecić rzeczony krążek. Jeśli należycie do którejś z tych grup, to z pewnością dawno macie DAD na półce. A jeśli nie, to na czytaniu tejże recenzji radzę zakończyć znajomość i nie kusić kostuchy – na nią przyjdzie czas kiedy indziej.

 

P.S. W filmie pojawia się także przebój grupy The Clash – „London Calling”.

 

 

007 powróci w naszych recenzjach...

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Die Another Day – Madonna

02.

James Bond Theme (Bond vs. Oakenfold)

03.

On the Beach

04.

Hovercraft Chase

05.

Some Kind of Hero?

06.

Welcome to Cuba

07.

Jinx Jordan

08.

Jinx & James

09.

A Touch of Frost

10.

Icarus

11.

Laser Fight

12.

Whiteout

13.

Iced Inc.

14.

Antonov – feat. Natacha Atlas

15.

Going Down Together

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3.67  

Przemek 07-05-2015, 19:59

Beznadziejne wydanie! A gdzie "Sword Fight", "Jinx, James & Genes", albo "Surfs Up"? Ja wolę Complite Score.


Adam Krysiński 09-05-2015, 00:12

Najgorzej wydany Bond-Score w historii obok Licencji... Ależ traci ta muzyka w takiej prezentacji..


Mariusz 09-05-2015, 10:37

Wszędzie reklamują płytę Dębicza, a na soundtracks.pl zapomnieli :D


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz