• Road House – 30th Anniversary Expanded Edition
  • Undone
  • River
  • Gentlemen, The
  • Missing Link

Naqoyqatsi

data publikacji: 25/07/2005

Naqoyqatsi

Naqoyqatsi

"...muzyka, która pojawia się na płycie nie jest dosłownością tego, co słyszymy w filmie..."

Kompozytor: Philip Glass

Rok produkcji: 2002

Wytwórnia: Sony

Czas trwania: 73:31 min.

 
W 2002 roku na ekranach kin ukazała się trzecia część trylogii Qatsi pod tytułem "Naqoyqatsi". Muzyką tradycyjnie już zajął się Philip Glass, który tym razem postanowił zaprosić do nagrania chińskiego wiolonczelistę Yo-yo Ma. Genialny Chińczyk już wcześniej pracował przy projektach filmowych, chociażby z samym Johnem Williamsem, dla którego nagrywał partie wiolonczeli do filmu "Siedem Lat w Tybecie". Jednak, mimo iż Yo-yo Ma doskonale wiedział, z czym wiąże się praca przy muzyce filmowej to jak sam później stwierdził, współpraca z Philipem Glassem przy "Naqoyqatsi" była niezwykłym doświadczeniem. Kompozytor podobnie, jaki przy "Koyaanisqatsi" postanowił skontrastować obraz z muzyką i stworzył wielką akustyczną partyturę z subtelnymi wtrąceniami elektroniki. Po premierze filmu w 2002 roku 63-letni reżyser oświadczył, że poświęcone konfliktom, zaawansowanej technologii i mediom "Naqoyqatsi" jest nie tylko trzecią, ale i ostatnią częścią serii.
 
Ten trzeci już z kolei obraz Godfrey’a Reggio trochę różnił się jednak od pozostałych z serii. Tym razem reżyser postanowił zdać się na najnowsze możliwości kina i poddał swój film cyfrowej obróbce eksperymentując z najnowszymi komputerowymi efektami specjalnymi. Taka wizja filmu natchnęła Philipa Glassa do tego, aby przy muzyce do "Naqoyqatsi" zrezygnować z charakterystycznej dla siebie elektroniki. Tym samym powstawał pewnego rodzaju stylowy kontrapunkt, który kontrastował nowoczesną realizację filmu z klasyczną, orkiestrową partyturą. Tradycyjnie już muzyka, która pojawia się na płycie nie jest dosłownością tego, co słyszymy w filmie. Jak wspomina sam Glass soundtrack nagrywany był w ośmiu wielkich sekcjach, które miały w jakimś stopniu oddawać konstrukcję i przebieg samego filmu.
 

Zatem w przeciwieństwie do pozostałych części serii The Qatsi Trilogy ta płyta zawiera muzykę wykonywaną niemal wyłącznie na instrumentach akustycznych. Pojawiają się jednak miejscami drobne przebłyski elektroniki, która pozwala kompozytorowi na otrzymanie środków wyrazu nieosiągalnych przez orkiestrę (chociażby w utworze "Religion"). Pojawia się tutaj także - podobnie jak na pozostałych płytach z trylogii – utwór tytułowy, w którym słyszymy męski chór śpiewający nisko tytuł filmu. Poza tymi dwoma rzeczami zostaje także zachowany ogólny charakter muzyki, który sprawia, że bardzo łatwo można ją rozpoznać jako część niezwykłej trylogii Qatsi. Glass, mimo iż posługuje się innymi środkami wyrazu ciągle jednak kontynuuje ten charakterystyczny, hipnotyczno-transowy styl "Koyaanisqatsi". Gdyby się uprzeć można by nawet powiedzieć, że muzyka do "Naqoyqatsi" to po prostu symfoniczna wersja właśnie "Koyaanisqatsi". Jednak od takiego kategorycznego porównania broni ją Yo-yo Ma. Niemal w każdym utworze pojawia się dźwięk wiolonczeli tego Chińczyka, który sprawia, że nieco przytłaczający styl Glassa znacząco się rozjaśnia.
 
Inną sprawą jest to, jak to filmowe dokonanie Yo-yo My plasuje się pośród jego wcześniejszych czy nawet późniejszych projektów tego typu. Jednak muzyka Philipa Glass jest tak specyficzna, że trudno ją porównywać z dziełami chociażby Williamsa. Obok kompozycji, w których Ma gra solo ("The Vivid Unknown") lub niemal solo ("New World" czy "Old World") często też towarzyszy kobiecej wokalizie jak w np. utworze "Intensive Time". Do najlepszych kompozycji na płycie należy z pewnością także "Definition", który jest grany w rytm bijącego w tle serca. Podobny pomysł wykorzystał swego czasu także Ennio Morricone w niezbyt udanej "Misji na Marsa".
 
Na pewno nie można powiedzieć, że do ostatniego filmu z serii Qatsi powstała ścieżka dźwiękowa, która przyćmiłaby pozostałe dwie z serii. Brak tutaj mimo wszystko tej świeżości i nowatorstwa, które potrafiły zaciekawić w "Koyaanisqatsi" i "Powaqqatsi". Jednak z drugiej strony na swój sposób jest ona wyjątkowa i pokazuje prawdziwe możliwości kompozytora, który równie pewnie porusza się w kompozycjach klasycznych, co elektronicznych. Trochę nieciekawie rysuje się jednak podobieństwo tej ścieżki do innej Philipa Glassa, która powstała tego samego roku – "The Hours". Tam również kompozytor stworzył dzieło symfoniczne o bardzo podobnej melodyce. Jednak o ile w "Naqoyqatsi" głównym instrumentem jest wiolonczela, to w "Godzinach" króluje fortepian.
 
Ostatecznie mimo tych kilku wad, które według mnie plasują tę ścieżkę na samym końcu trylogii Qatsi sądzę, że warto ją przesłuchać, ponieważ posiada ona niesamowity, nostalgiczny klimat. Muzyka ta jest bardzo spokojna i chociaż próżno szukać tu dynamiki "Powaqqatsi" czy mistycyzmu "Koyaanisqatsi" to jednak kontynuuje ona w jakiś sposób wszystko to, co było najistotniejsze w poprzednich częściach The Qatsi Trilogy. No a poza tym słuchając takich kompozycji jak "Media Weather" bardzo przyjemnie się zasypia ;-)

Autor recenzji: Łukasz Waligórski


CD 1

01.

Naqoyqatsi

02.

Primacy of Number

03.

Massman

04.

New World

05.

Religion

06.

Media Weather

07.

Old World

08.

Intensive Time

09.

Point Blank

10.

The Vivid Unknown

11.

Definition

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz