Broken Flowers |
data publikacji: 08/22/2006 |
Broken Flowers
"...tajemniczy i niedopowiedziany do końca..."
Kompozytor: Mulatu Astatke, różni wykonawcy
Rok produkcji: 2005
Wytwórnia: Decca / Universal
Czas trwania: 40:01 min.
W filmach Jima Jarmuscha muzyka zawsze odgrywała ważną rolę. Była nie tylko tłem, ale i osobnym bohaterem - żyła własnym życiem. Niezależnie od gatunku i obranej konwencji ścieżka dźwiękowa zawsze zadziwia u tego pana pietyzmem przygotowania i różnorodnością gatunkową. Nic więc dziwnego, że do dziś wrażenie robią zarówno przyśpiewki Toma Waitsa ("Noc na Ziemi"), jak i rymy RZA ("Ghost Dog"). Przy okazji swego najnowszego dzieła - filmu drogi - Jarmush postawił na prawdziwą muzyczną mieszankę. I znowu trafność wyboru jest więcej niż zadowalająca.
Płytę otwiera i zamyka zespół The Greenhornes. Za pierwszym razem prezentuje nam wraz z panną Holly Golightly przyjemną piosenkę popowo-rockową, natomiast za drugim - już "w pojedynkę" - leniwą, sympatyczną i uroczą melodię pod tytułem "Unnatural Habitat". I te dwa utwory właściwie podają nam na talerzu charakter i klimat całej płyty, która od początku do końca serwuje nam podobną paletę dźwięków. Mimo swojej różnorodności gatunkowej przeważa melancholia i nastrój refleksyjności. Trudno tu o melodię do tańca z prawdziwego zdarzenia, nie ma ostrych dźwięków, brak nagłych wyskoków i wrzasków, etc. A mimo to płyta zaskakuje. Zaskakuje przede wszystkim swoją różnorodnością tematyczną, doborem i idealnym zgraniem ze sobą mało znanych wykonawców.
Mamy więc wyżej wspomniany pop ("I Want You") wymieszany z rockiem ("Not If You Were The Last Dandy on Earth"); jest reggae ("Ride Your Donkey"), jazz ("Ethanopium") i nawet muzyka kościelna ("Reuiem, Op. 48 (Pie Jesu)"). I o dziwo to wszystko nie tylko nie gryzie się ze sobą, ale nawet i wzajemnie uzupełnia, odzwierciedlając klimat filmu (w którym zostało treściwie wykorzystane). Do tego dochodzi jeszcze mały etniczny fenomen w postaci etiopskiego kompozytora Mulatu Astatke i jego trzech, niezmiernie ważnych i przystępnie wplecionych w całość utworów. Jego kompozycje są bardzo oryginalne i stanowią jeden z motorów napędowych zarówno płyty, jak i filmu. Bije z nich odmiana lekkiego jazzu idealnie uzupełniona motywami czysto afrykańskimi, co razem daje prawdziwą przyjemność słuchania. I choć wydają się bliźniaczo do siebie podobne, to jednak każdy prezentuje inny stopień emocji i odczuć. No i należy dodać, że wraz z "Ethanopium" stanowią główne spoiwo i są atrakcją tego wyjątkowego albumu. Klamerką, która to wszystko spina jest natomiast, wymieniony już wcześniej, zespół The Greenhornes i panna Golightly, która w środku albumu zalicza jeszcze bardzo ładny solowy występ.
Nieco jakby z boku tego wszystkiego stoi utwór "Dopesmoker", który stanowi pazur tej płyty. Mocniejsze rockowe granie jest tu jednak bardzo osamotnione i przez to blado wypada na tle reszty. Ale nie ma się też co dziwić, skoro jest to jedynie fragment długaśnego, godzinnego utworu, który jawi się jako jedna wielka improwizacja i eksperyment, który burzy odrobinę wypracowany wcześniej klimat. No, ale jest to jedynie drobna rysa na lśniącym aucie, jakim okazuje się "Broken Flowers".
Można mieć pretensje odnośnie czasu trwania czy doboru takiej, a nie innej muzyki. Wszystko to jednak zostaje rozmyte podczas odsłuchu albumu, który nagle staje się jasny i klarowny o idealnym właściwie czasie trwania, a jednocześnie pozostaje tajemniczy i niedopowiedziany do końca. Ale tym samym charakteryzuje się przecież i film... W tym konkretnym filmie, muzyka zdaje się mieć zupełnie inny wymiar, niż w poprzednich dziełach reżysera. Dotychczas nawet jeśli była po części bohaterem opowieści, tudzież nadawała sens całości, jak w "Ghost Dog" czy "Down by Law", to jednak wciąż była tłem ilustracyjnym. Tutaj sytuacja jest nieco inna, bowiem bohater filmu - Don - dostaje dokładnie taką samą płytę od przyjaciela (podobny zabieg, choć mniej udany, ma miejsce w "Elizabethtown"), który nakłaniając go do podróży w przeszłość i w głąb siebie, mówi mu że to muzyka duszy. Tak więc tym razem muzyka jest nie tylko wiernym towarzyszem Dona i nie tylko ilustruje jego wspomnienia, nadzieje i obawy, ale i stanowi jego integralną część - właśnie duszę. Inaczej mówiąc: bez tej muzyki nie wyobrażam sobie filmu. Dlatego też z miejsca zachęcam najpierw do obejrzenia kwiatów, a potem do wąchania ;)
CD 1
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
01. | There Is An End - The Greenhornes with Holly Golightly |
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
02. | Yegelle Tezeta - Mulatu Astatke |
![]() ![]() ![]() ![]() |
03. | Ride Your Donkey - The Tennors |
![]() ![]() ![]() ![]() |
04. | I Want You - Marvin Gaye |
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
05. | Yekermo Sew - Mulatu Astatke |
![]() ![]() ![]() |
06. | Not If You Were The Last Dandy on Earth - Brian Jonestown Massacre |
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
07. | Tell Me Now So I Know - Holly Golightly |
![]() ![]() ![]() ![]() |
08. | Gubelye - Mulatu Astatke |
![]() ![]() |
09. | Dopesmoker - Sleep |
![]() ![]() ![]() |
10. | Reuiem, Op. 48 (Pie Jesu) by Gabriel Faure - Oford Camerata |
![]() ![]() ![]() ![]() |
11. | Ethanopium - Dengue Fever |
![]() ![]() ![]() ![]() |
12. | Unnatural Habitat - The Greenhornes |








Komentarze
Obecnie brak komentarzy.
Dodaj komentarz