• Silence
  • Get Out
  • Allied
  • Thank You for Your Service
  • Marie Curie

007: Man with the Golden Gun, The

data publikacji: 07/03/2015

Człowiek ze złotym pistoletem

007: Man with the Golden Gun, The

"...nie przyprawi o szybsze bicie serca..."

Kompozytor: John Barry

Rok produkcji: 1974 / 1988 / 2003

Wytwórnia: United Artists / Capitol / EMI

Czas trwania: 43:02 min.

 

Nie ulega wątpliwości, że przy ponad 50-letniej historii, nie każda z blisko 25 misji 007 jest w stanie obronić się w świadomości widza czymś więcej, niźli pojedynczymi detalami. Do takich bez wątpienia należy zaliczyć „Człowieka ze złotym pistoletem”, z którego na dobre zapisał się w annałach jedynie tytułowy rekwizyt. Oczywiście fabuła proponuje nam także kilka innych smaczków, jak chociażby niezbyt rozgarniętą pannę Dobranockę, karła-pomagiera, trzeci sutek lub, słynne swego czasu, salto autem przez rozwalony most. Te detale zadowolą jednak głównie fanów Bonda i nie są w stanie ukryć przeciętności całego filmu, który tym razem zatracił nawet swój muzyczny argument.

 

Za ilustrację odpowiada oczywiście weteran serii, John Barry, dla którego była to tym samym 007 z kolei bondowska ilustracja (nie licząc problematycznego „Dr. No”). Jednak chyba nawet on poczuł zmęczenie materiału, bowiem napisał muzykę wyjątkowo odtwórczą, miejscami wręcz nijaką. „The Man with the Golden Gun” należy postawić zdecydowanie w dolnej części jego dokonań, nie tylko bondowskich. Owszem, to ścieżka dźwiękowa, która jest funkcjonalna, a i kilka momentów akcji (opartych rzecz jasna o melodię przewodnią) potrafi się wybić tak na ekranie, jak i na płycie.

 

Lecz absolutnie żadna nuta nie zaproponuje nam tu nic nowego i tym bardziej nie przyprawi o szybsze bicie serca. Nawet dość skromna prezentacja płytowa – w przeciwieństwie do wielu innych tytułów cyklu, przez lata i kolejne wznowienia nie zmieniająca swej zawartości – nie ratuje sytuacji. Miejscami jest to zwyczajnie nudna, nieciekawa pozycja, jakiej nie służy nawet okazjonalna ucieczka w jazz – co też stanowi standardową zagrywkę kompozytora.

 

Na dobrą sprawę jedynie piosenka jest w stanie zaoferować konkretne emocje. Co ciekawe, ona także przepadła w odmętach czasu, stając się jednym z najsłabiej ocenianych przez widzów i krytyków przebojów danego uniwersum. Ba! Nawet i Barry wyrażał się o niej po latach mocno niewybrednie. Dziwne, bo choć piosence Lulu może i brakuje nieco do poziomu najlepszych hitów Jej Królewskiej Mości, to jednak posiada wszelkie elementy, które pozwalają uznać ją za udaną – jest rozpoznawalna i dobrze wypada podczas napisów początkowych (bo na końcowych już gorzej), a jej rytm i wykonanie są wystarczająco charakterystyczne, chwytliwe oraz pamiętne, by zadowolić melomańskie uszy. Na tle reszty soundtracku wypada przy tym nad wyraz pozytywnie, charyzmatycznie.

 

Oczywiście nie była to pierwsza propozycja do czołówki dziewiątego filmu kinowego Jamesa Bonda. Wcześniej do współpracy zaproszono Alice Coopera, który stworzył typowe dla siebie, rockowe granie. Producenci skreślili jednak jego starania, co skończyło się tym, iż Cooper sam wydał swój hicior na krążku „Muscle of Love”, twierdząc, iż jest dalece lepszy od tego, co finalnie stworzył Barry do spółki z tekściarzem, Donem Blackiem.

 

Cóż, finalnie wszystko i tak rozbija się o gusta (o czym można przekonać się tutaj), lecz ten surowy klimat rocka nie bardzo komponuje się z oczywistą dla 007 fabułą, ubarwioną dodatkowo niewyszukanym, głupkowatym humorem. Tym razem producenci mieli więc rację.

 

Ale jakby nie patrzeć na perturbacje tytułowego szlagieru, to sama muzyka jest całościowo słabym dokonaniem. Ani fani sagi MI-6, ani osoby postronne nie znajdą tu nic, przy czym warto zatrzymać się na dłużej. To płaska i nie wyróżniająca się z szeregu ścieżka dźwiękowa, miejscami w dodatku całkiem anonimowa względem pozostałych, o wiele lepszych odsłon serii. Przed niską oceną z mojej strony ratuje ją jedynie tych parę co bardziej chwytliwych tematów akcji oraz przywołana wcześniej funkcjonalność. Nie z niej jednak perypetie angielskiego szpiega zwykły słynąć...

 

   

 

James Bond oczywiście powróci w naszych recenzjach...

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Main Title: The Man with the Golden Gun – Lulu

02.

Scaramanga's Fun House

03.

Chew Me in Grisly Land

04.

The Man with the Golden Gun (jazz instrumental)

05.

Getting The Bullet

06.

Goodnight Goodnight

07.

Let's Go Get 'Em

08.

Hip's Trip

09.

Kung Fu Fight

10.

In Search of Scaramanga's Island

11.

Return to Scaramanga's Fun House

12.

End Title: The Man with the Golden Gun – Lulu

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz