• Our Kind of Traitor
  • Assassin’s Creed
  • Domino
  • Catch-22
  • Glass

Unbroken

data publikacji: 27/01/2015

Niezłomny

Unbroken

„...perfekcyjnie wpisuje się w filmową narrację...”

Kompozytor: Alexandre Desplat

Rok produkcji: 2014

Wytwórnia: Parlophone Records

Czas trwania: 60:48 min.

 

Łatwo się przechwalać po fakcie, ale od dłuższego czasu przewidywałem dwie nominacje do Oscara dla Alexandre'a Desplata. Gdy sezon nagród dopiero się kształtował, spodziewałem się, iż obok „Gry tajemnic” kompozytor zostanie doceniony za „Niezłomnego”. Z czasem jednak epicka produkcja Angeliny Jolie coraz bardziej słabła, zaś „Grand Budapest Hotel” rósł w siłę, co zaowocowało nominacją za muzykę dla tego ostatniego.

 

Kiedy do odtwarzacza włoży się płytę ze ścieżką dźwiękową do „Niezłomnego”, nietrudno zgadnąć dlaczego tak się stało. Początek jest jeszcze całkiem niezły, ma epicki oddech, odpowiednią głębię i wpadające w ucho tematy. Szczególnie zwraca uwagę motyw głównego bohatera o barwnej szlachetności, przypominającej dzieła Johna Williamsa. W „Torrance Tornado” towarzyszy mu akompaniament motoryką przywołujący „Rydwany ognia”, a koniec opada w jakże modne post-zimmerowskie brzmienia. W ten sposób powstaje idealny mariaż staroświeckiej elegancji z dominującymi dziś konwencjami.

 

Do tego w „Coming Home” dochodzi szeroki, pełen przestrzeni, oparty na płynących smyczkach, tryumfalny temat przetrwania oraz urzekający, choć bardziej intymny, motyw na solową wiolonczelę, związany z domem głównego bohatera. Niestety po czterech utworach następuje zwrot i zaczynają dominować nudne, mało oryginalne podkłady. Łatwo można wtedy uznać tę pracę za jedno z największych rozczarowań roku.

 

Szczególnie frustrują utwory towarzyszące losom bohatera w japońskich obozach jenieckich. Desplat wyjątkowo popisuje się tu brakiem inwencji. Korzysta z japońskiego fletu, bębna taiko i innych perkusjonaliów, które oczywiście nadają utworom odpowiednio egzotyczne brzmienie, ale jest ono boleśnie banalne. Do tego są to fragmenty mocno ilustracyjne, na ogół pozbawione melodii, zlewające się w dość jednolitą nudną całość. Oczywiście zdarzają się pozytywne wyjątki, jak prostackie, ale wprawne „Drive to Radio Tokyo”, lecz w niewielkim stopniu zmieniają one obraz całości. Ostatecznie, po przesłuchaniu całej płyty, „Niezłomny” wydaje się jedną z najsłabszych prac Desplata w ostatnich latach.

 

Jest to jednak pochopny wniosek. Wystarczy pójść na film, by nie tylko docenić kompozycję Francuza, ale także pochwalić Angelinę Jolie za wyczucie w wykorzystaniu muzyki. Te wszystkie niepozorne, nużące kawałki są absolutnie fenomenalnie wyeksponowane. Każdy dźwięk czysto wbija się się w film i ma swoje głębokie znaczenie. Niewiele znajdziecie produkcji, gdzie tak jaskrawo wyróżniona została ścieżka dźwiękowa. Co ważne, Jolie bardzo chętnie korzysta z ciszy, nie stara się muzyką dociskać pedału emocji. Woli bardziej powściągliwe, ale precyzyjne dźwięki. Jedyna w filmie scena akcji zostaje chociażby zilustrowana wyłącznie perkusyjnymi wzmacniaczami. Jest to całkowicie słuszne, gdyż – czego większość reżyserów zdaje się nie zauważać – w hałaśliwych scenach bitew i tak muzyki nie słychać. Nie znaczy to, że pod koniec filmu ścieżka dźwiękowa nie uderza całkowicie uzasadnionym patosem.

 

Doskonale w obrazie sprawdzają się fortepianowe drobiazgi, które pojawiają się, gdy bohater dryfuje po oceanie („Albatross”, „Making Gnocchi”), kawałki bardziej epickiej muzyki bezbłędnie wchodzą w sceny podróży („Trip to Omori” z ciekawie przekształconym tematem przetrwania, „To Naoetsu”). Nawet te nieszczęsne azjatyckie wstawki wydają się na miejscu i dobrze budują ponurą atmosferę obozowego życia. Gdy po seansie jeszcze raz włączy się płytę, może się wydawać, jakby słuchało się czegoś zupełnie innego. Otwiera się całe bogactwo tej ścieżki dźwiękowej, która przestaje jawić się jako banalna, ilustracyjna tapeta, ale precyzyjnie skonstruowana, pełna tematów i charakterystycznych dźwiękowych akcentów praca, która perfekcyjnie wpisuje się w filmową narrację.

 

Tym niemniej płytę ze ścieżką dźwiękową należałoby skrócić o 10-15 minut, gdyż, ze względu na swój charakter, nie jest to kompozycja naturalnie dobrze wypadająca w samodzielnym odsłuchu. Odradzam wręcz sięgnięcie po nią bez znajomości filmu, może wówczas srogo rozczarować. Pod względem funkcjonowania w obrazie w niczym natomiast nie ustępuje tegorocznym oscarowym kompozycjom Desplata i wyłącznie ogólnemu słabemu przyjęciu „Niezłomnego” przez Amerykańską Akademię Filmową należy przypisać, iż właśnie ta ścieżka dźwiękowa została przez nią pominięta. Zdecydowanie jednak Francuz może ją sobie zapisać po stronie kompozytorskich sukcesów. 

 

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

We Are Here

02.

Torrance Tornado

03.

Coming Home

04.

Olympic Kick

05.

God Made the Stars

06.

Surprise Mac Attack

07.

Albatross

08.

Mac’s Death

09.

Solitary

10.

Making Gnocchi

11.

Drive to Radio Tokyo

12.

Japanese Attack

13.

Trip to Omori

14.

Bombing Tokyo

15.

Rain

16.

Dead Comrades

17.

To Naoetsu

18.

Broken Ankle

19.

The Bird’s Farewell

20.

Radio Reading

21.

The Plank

22.

The War Is Over

23.

Unbroken

24.

Miracles – Coldplay

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

Mefisto 27-01-2015, 02:13

Patrz, a ja na filmie nie byłem, a muzyka przypadła mi do gustu :) Nie jest to arcydzieło, ale na pewno ciekawa, wbrew pozorom dobrze słuchająca się praca. A już końcowa piosenka - tutaj niesłusznie zaniżona ocenowo, a w tekście w ogóle nie wspomniana, to miód na uszy.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz