• Witch, The
  • Sing Street
  • Firestarter
  • Hitman’s Bodyguard, The
  • Klute / All The President's Men

Big Hero 6

data publikacji: 29/12/2014

Wielka Szóstka

Big Hero 6

„... w porównaniu z „Ralphem Demolką” zawsze wypadnie gorzej...”

Kompozytor: Henry Jackman

Rok produkcji: 2014

Wytwórnia: Walt Disney Records

Czas trwania: 54:10 min.

 

 

Czy jesteś zadowolony z opieki?

 

Mam pewne wątpliwości. Spędziłem przeszło półtorej godziny na filmie, który jest co prawda gładki i przyjemny, ale tak boleśnie przewidywalny i konwencjonalny, że aż czasem przykro patrzeć. Studio Walta Disneya wie już jak w XXI wieku robić animacje przebojowe i chętnie nagradzane, ale gdzieś po drodze zgubiło pomysłowość.

 

Szczególnie widać to w fakcie, iż powtarza raz sprawdzone pomysły. „Zaplątani” odnieśli sukces, pojawiła się „Kraina lodu”. „Ralph Demolka” okazał się – bardzo słusznie! – wielkim hitem, więc nadeszła „Wielka Szóstka” utrzymana w podobnej konwencji, choć daleko mniej ekscytująca. Podobieństwa między tymi dwoma filmami można przy tym długo wymieniać. Jednym z nich jest niewątpliwie ścieżka dźwiękowa.

 

Trudno nie odnieść wrażenia, że Henry Jackman otrzymał zadanie napisania drugiego „Ralpha Demolki”. Porusza się niemal dokładnie w tej samej konwencji, powtarza udane pomysły, jego muzyka ma też identyczne wady. Jednego tylko nie udaje się powtórzyć – efektu świeżości. Siłą rzeczy, podczas gdy „Ralph Demolka” ujmował ciekawymi, choćby w kolorystyce brzmienia, rozwiązaniami, „Wielka Szóstka” nosi piętno naśladowcy.

 

Najbardziej charakterystyczne dla tej kompozycji jest połączenie trochę kiczowatej, ale sympatycznej elektroniki z orkiestrą symfoniczną. W ten sposób muzyka ma wiele uroku i dynamiki, choć zmieszanie typowo rozrywkowych brzmień z chociażby wysokimi frazami smyczków ociera się o tandetę. W „Ralphie Demolce” elektronikę tłumaczyło miejsce akcji filmu – gra wideo. „Wielka Szóstka” odwołuje się do walk robotów i dość zabawnej technologii przyszłości. W obydwu przypadkach więc takie rozwiązanie dźwiękowe sprawdza się bardzo dobrze.

 

Zasadniczo Jackman trochę mniej ostentacyjnie korzysta teraz z elektroniki. Próbuje natomiast wmontować w opowieść trochę młodzieżowego, bardziej agresywnego ducha. Stąd pewnie wykorzystanie mocniejszego brzmienia gitary elektrycznej i gwałtownej perkusji. Bohaterowie „Wielkiej Szóstki” są bowiem dość zadziorni, więc i muzyka musi jakoś to podkreślić. Gitara elektryczna pasuje też do ciekawego miejsca akcji filmu. San Fransokyo jest, rzecz jasna, skrzyżowaniem San Francisco i Tokyo. Można przypuszczać, że rockowe brzmienie miało podkreślić powiązanie z tym pierwszym, amerykańskim miastem. Azjatyckość również została zaznaczona, choć w dość subtelny sposób. W „Hiro Hamada” podkreślają ją instrumenty perkusyjne i charakterystyczne zawodzenie fletu. W „Nerd School” natomiast w szczególny sposób, niejako schodkowo opadają smyczki, a do tego azjatyckie zabarwienie ma akompaniament dzwonków.

 

Są to oczywiście zaledwie detale. Generalnie ścieżka dźwiękowa ma raczej bombastyczny charakter. Jackman zagrzewa bohaterów do boju tradycyjną, potężną fanfarą. Całkiem nieźle wychodzi mu muzyka akcji, miejscami w nieunikniony sposób chaotyczna, ale i tak dobrze wypadająca w samodzielnym odsłuchu. Szczególne wrażenie robi długie „Big Hero 6”. Jest to utwór niesłychanie plastyczny i mimo nieustannej kawalkady coraz to innych melodii, instrumentów, czy akcentujących pojedyncze zdarzenia dźwięków, stanowi fascynującą całość.

 

Na przestrzeni całej płyty chaos trochę przeszkadza, ale zasadniczo należało się go spodziewać i pewnie był nie do uniknięcia. Jackmanowi i tak udaje się zaprezentować zaskakująco dużą liczbę zwartych utworów. Wyróżnia się „Microbots” towarzyszący pokazowi niezwykłego wynalazku głównego bohatera. W dość przewrotny sposób nawiązuje do fanfar, jakie można usłyszeć w telewizyjnych teleturniejach. Ma w sobie trochę efektownego patosu równoważonego lekką elektroniką. Jackmanowi trafiła się też nie lada gratka – scena lotu. Każdy kompozytor lubi się przy takiej okazji popisać. Wystarczy przypomnieć wyczyny Johna Powella w obydwu częściach „Jak wytresować smoka”, czy niedawne lotnicze sukcesy Jamesa Newtona Howarda w „Czarownicy”. Jackman pozwala sobie na pewne efekciarstwo – dynamizm buduje rozrywkową perkusją, elektroniką i oczywistymi ostinatami, zaś przestrzeń tworzy jednocześnie patetycznymi i w szczególny sposób poetyckimi dęciakami. Nie ma w tym niczego nowego, ale działa. „First Flight” jest bodaj najlepszym utworem tej ścieżki dźwiękowej.

 

Żaden kawałek nie dorównuje przy tym mistrzowskiemu „Wreck-It-Ralph” z „Ralpha Demolki”. To jest chyba największy kłopot „Wielkiej Szóstki”. Jackman napisał naprawdę fajną, energiczną i miejscami pomysłową ścieżkę dźwiękową, jednak w porównaniu z „Ralphem Demolką ” zawsze wypadnie gorzej. Utracił efekt nowości, ale też dysponuje słabszymi tematami. Bohaterska fanfara jest efektowna i funkcjonalna, lecz nie potrafi ponieść całej kompozycji. Liryka bywa bezbarwna, bo i opiera się raczej na pociągłych, meandrycznych frazach, aniżeli wzruszającej melodii (pozytywny wyjątek – zakończenie „One of the Family”). W „Wielkiej Szóstce” roi się zresztą od najróżniejszych motywów, ale żadnego z nich nie wynosi się z kina.

 

 

Ten przywilej spotyka natomiast piosenkę. Dzieje się tak nie tylko z tego względu, że towarzyszy napisom końcowym. Ilustruje też ważną scenę „narodzin” superbohaterów – ćwiczeń z broniami, projektowania strojów itp. Całkiem na miejscu zespół Fall Out Boys śpiewa wówczas, że „możemy być nieśmiertelni”. To zresztą dobry przykład, iż piosenka do animacji nie musi być przesłodzona. W gruncie rzeczy niewiele się różni od ostatnich wyczynów zespołu z charakterystycznym wykorzystaniem elektroniki (łącznie z przekształcaniem głosu), rockowym zacięciem, wreszcie bardzo chwytliwym refrenem. Niestety nic aktualnie nie wskazuje na oscarowe szanse tej piosenki, choć w porównaniu z konkurencją nie tylko powinna gładko złapać nominację, ale nawet wygrać.

 

Tym razem nie oczekuję natomiast żadnych laurów dla Jackmana. Za mało w jego kompozycji nowości, za mało wyróżniających elementów. Nieustanne porównywanie z „Ralphem Demolką” zdecydowanie „Wielkie Szóstce” ciąży, ale ze względu na wielkie podobieństwo obu tytułów narzuca się samo. Młodszy brat jest co prawda bardziej agresywny, brzmieniowo brutalniejszy, ale w gruncie rzeczy trochę wtórny i nieco słabiej wypada w filmie. Wciąż jednak zapewnia dobrą zabawę w trakcie odsłuchu. Parę utworów naprawdę chwyta, a płyta szczęśliwie ma rozsądną długość. Nie są to może wystarczające powody, by się zachwycać, ale wystarczą, by z czystym sumieniem stwierdzić:

 

Jestem zadowolony z opieki.

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

Immortals – Fall Out Boy

02.

Hiro Hamada

03.

Nerd School

04.

Microbots

05.

Tadashi

06.

Inflatable Friend

07.

Huggable Detective

08.

The Masked Man

09.

One of the Family

10.

Upgrades

11.

The Streets of San Fransokyo

12.

To the Manor Born

13.

So Much More

14.

First Flight

15.

Silent Sparrow

16.

Family Reunion

17.

Big Hero 6

18.

I Am Satisfied with My Care

19.

Signs of Life

20.

Reboot

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

Mefisto 29-12-2014, 15:06

Pełna zgoda - i film i muzyka to zawód, ale nie bolący jakoś szczególnie i w sumie spełniający swe zadanie.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz