• Kamerdyner
  • Road House – 30th Anniversary Expanded Edition
  • Undone
  • River
  • Gentlemen, The

Nightcrawler

data publikacji: 24/11/2014

Wolny strzelec

Nightcrawler

„... z przytupem wychodzi na pierwszy plan...”

Kompozytor: James Newton Howard

Rok produkcji: 2014

Wytwórnia: Lakeshore Records

Czas trwania: 51:04 min.

 

Kończący się rok James Newton Howard może zaliczyć do bardzo udanych. Światowy box-office zdobywa właśnie kolejna część „Igrzysk Śmierci”. Ogromnym sukcesem okazała się także „Czarownica”, do której ścieżka dźwiękowa spotkała się z powszechnym uznaniem. Zwieńczeniem wszystkich dokonań powinna być nominacja do Oscara. Szansę na nią przynosi „Wolny strzelec”.

 

Reżyser, Dan Gilroy, musi chyba Howarda bardzo lubić. Mimo licznych dialogów, gęstej atmosfery i pełnych gwałtowności momentów ścieżka dźwiękowa nie sprowadza się do klimatycznego tła, ale z przytupem wychodzi na pierwszy plan. Jest i w scenach niekończących się nocnych rajdów głównego bohatera i przy najważniejszych dla fabuły momentach, współtworząc szczególny styl filmu.

 

Chociaż akcja toczy się współcześnie, Gilroy nadaje „Wolnemu strzelcowi” intrygująco niedzisiejszy rys. W stylu obraz przypomina amerykańskie kryminały z lat 70., z „Brudnym Harrym” na czele, połączone z rodzącą się wówczas krytyką mediów znaną z filmu „Sieć”. Ścieżka dźwiękowa odgrywa tu niebagatelną rolę. Odwołuje się do ówczesnej muzyki rozrywkowej ze staroświecką elektroniką i mocnymi wejściami rockowej gitary elektrycznej.

 

Operowanie lekkim kiczem wyzwala masę ironii, która ożywia i ubarwia obraz. Stanowi także popis kompozytorskiego sprytu. Chyba najlepiej widać to w operowaniu motywem głównym. Jest to chwytliwa, powtarzana wielokrotnie, leniwa melodia na gitarę elektroniczną, stopniowo wzmacniana narastającym brzmieniem elektroniki i perkusyjnymi ozdobnikami. Howard sięga po nią, gdy bohater przekracza kolejne granice moralności („Pictures on the Fridge”, „Moving the Body”). Żart polega na tym, że główny temat zyskuje także swoją liryczną odsłonę. Prowadzi go wtedy słodki klarnet („Lou's Philosophy”). Towarzyszy on rzadkim scenom, kiedy bohater się otwiera, mówi o sobie, wzbudza sympatię. Skoro jednak pierwotnym złożeniem tego motywu jest ilustrowanie niemoralności, te „chwile szczerości” nabierają cynicznego smaku. Muzyka dyskretnie i przewrotnie sugeruje więc, że za miłymi słowami kryje manipulacja.

 

Howard z głównego tematu korzysta przy tym oszczędnie, posiłkując się innymi motywami. Stawia też na ogólną staranność w kreowaniu szczególnego brzmienia, które samo w sobie stanowi wizytówkę filmu. Mocno wybija się tryumfalny temat, związany ze wspinaczką bohatera po kolejnych szczeblach kariery. Brzmi on bardzo tradycyjnie, prowadzony przez klarnet i fortepian. Dynamikę buduje niezawodny akompaniament smyczkowego ostinatato. Ta klasyczna swawolność, swobodny urok znów mają cudownie ironiczny wydźwięk, szczególnie w ostatniej scenie („Lou's Free”).

 

Kompozytor ubarwia jeszcze obraz małymi pomysłami. Zabawnie brzmią jasne smyczki, jednoznacznie kojarzące się z łagodnym porankiem, w scenie zapadającego zmroku („Day to Night”). Przepięknie wkomponowane w obraz zostało ponad czterominutowe „The Shootout” ze świetlistym, zapierającym dech w piersiach chórem. Chyba nie muszę dodawać, że efekt jest pełen ironii. W trakcie seansu tej muzyki nie da się przegapić. Nawet kawałki czysto ilustracyjne, fatalnie wypadające na płycie („Entering the House”), bez pudła budują napięcie. Do tego należy dodać intensywny elektroniczny bit i mocne akordy gitary elektrycznej w scenach porywających tempem i gwałtownością.

 

Eksperci dość wstrzemięźliwie oceniają szanse „Wolnego strzelca” w wyścigu o oscarowe nominacje, co tłumaczą nie tyle jakością filmu, ale gustem i zwyczajami Akademii. Jamesowi Newtonowi Howardowi zdarzało się już dość niespodziewanie łapać nominacje („Michael Clayton”, „Opór”), a teraz z pewnością sobie na nią zasłużył. Dodaje filmowi ostrości, siły, ale też ironicznej lekkości. Bez tej ścieżki dźwiękowej obraz byłby zdecydowanie uboższy. Jeżeli zaś ma ktoś wątpliwości, czy efekt ten nie rozmywa się na płycie, pozostaje mi zapewnić: słucha się tego wyśmienicie.

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

Nightcrawler

02.

Lou's Inspired

03.

Driving at Night

04.

Sell the Bike

05.

Loder Crashes

06.

KWLA

07.

The First Accident

08.

Day to Night

09.

Pictures on the Fridge

10.

The First Night

11.

Entering the House

12.

Edit on the Hood

13.

Lou and Rick on a Roll

14.

Driving at Night, Again

15.

Waiting

16.

Mount Wilson

17.

The Wrong Way

18.

Watching the House Footage

19.

Lou's Philosophy

20.

Making the News

21.

Search for the Plate

22.

The Newscast

23.

Moving the Body

24.

Chinatown Express

25.

Nina and Frank

26.

The Shootout

27.

Lou's Free

28.

If It Bleeds It Leads

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3.5  

Andy 25-11-2014, 19:42

Bardzo trafna recenzja. Muzyka klimatyczna i z dystansem. Jestem ciekaw jak działa w filmie. Osobiście denerwują mnie tylko te smyczkowe ostinata, których pełno we wszystkich scorach od czasu TDK.


Mefisto 27-11-2014, 12:22

Szczerze mówiąc ani mnie ziębi, ani grzeje ta muzyka. Ma klimacik, parę razy zaznacza się w filmie, ale poza tym jest raczej mocno ilustracyjna, by nie rzec nijaka i wywołuje u mnie zero emocji. Płytowo natomiast dłużyła mi się, a przecież krążek nie jest długi (ma jednak stanowczo za długą tracklistę). Do poziomu Collateral jednak daleko.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz