• Nerve
  • Phantom Thread
  • Three Billboards Outside Ebbing, Missouri
  • Denial
  • Founder, The

Those Secrets

data publikacji: 21/10/2006

Ich sekrety

Those Secrets

"...tyle tu różnorodności i barw muzycznych..."

Kompozytor: Thomas Newman

Rok produkcji: 1992

Wytwórnia: Masters Film Music

Czas trwania: 16:46 min.

 

Film "Those Secrets" to skromna telewizyjna produkcja z wczesnych lat 90, o której mało kto w Polsce słyszał (bo też i chyba nie była w ogóle rozpowszechniana). To dramat z dość silnym akcentem erotycznym, opowiadający o kobiecie, która po odkryciu romansu męża ucieka od niego i chcąc zapewnić godne życie córce, powraca do zawodu prostytutki. Pomijając dość wysoki poziom wykonania filmu, warto zwrócić w nim uwagę na wyjątkową muzykę, którą wydano w równie wyjątkowy sposób. Jest to płyta, która wchodzi w skład serii Mini Classics wytwórni Masters Film Music. Seria ta, charakteryzująca się bardzo krótkim czasem trwania poszczególnych pozycji (do dwudziestu paru minut muzyki na krążku), powstała po to, aby udostępnić muzykę filmową, która nie miałaby szans na normalne wydanie. Inna sprawa, że panowie z wytwórni także nie zaszaleli. Pozycja ta została bowiem wypuszczona w limitowanej edycji 1500 kopii i jest od dawna niedostępna. Słowem prawdziwy biały kruk w twórczości kompozytora i w muzyce filmowej w ogóle. Czy warty tego całego zamieszania?

Jedyna poprawna odpowiedź brzmi: TAK! Nawet, jeśli schowamy swoje personalne odczucia do worka (obiektywność w modzie ;) i tenże worek wrzucimy do rzeki. Oczywiście fani i ludzie obyci z tematem będą czerpać z tej pozycji znacznie więcej radości, niż postronni laicy, ale i ci ostatni z pewnością nie stracą – co najwyżej mogą zyskać. W tych niespełna 17 minutach zawarte jest bowiem tyle różnych tematów, tyle niezwykle różnorodnych brzmień, że trudno w bogatej twórczości kompozytora o drugą taką partyturę. Każda, naprawdę każda ścieżka, począwszy od "Main...", a na "End Title" skończywszy jest warta osobnej wzmianki i uwagi – tyle tu różnorodności i barw muzycznych. Myślę, że zarówno ma to uzasadnienie w samym filmie, skłonności Newmana do wszelakich eksperymentów (szczególnie w tamtych latach), jak i twórcza swoboda. To nie jest jeszcze przecież ten słynny Newman, którego wszyscy znają. To wciąż jeszcze, pomimo kilku sukcesów, syn TEGO Newmana. Do tego, co już napisałem, film trafia wprost do telewizji. Nie ma, więc wygórowanych żądań – muzyka ma stanowić tło i ilustrację. Nie ma rosnących oczekiwań – wystarczy, że najmłodszy Newman po prostu zrobi swoje, a i tak większość telewidzów nie zwróci na to uwagi. O zakupie płyty, która i tak cudem została wydana, już nawet nie wspominam. Nie ma presji ze strony reżysera czy producentów. Dlatego też wyraźnie słychać, że Thomas dał się ponieść chwili, swoim instynktom i wyobraźni. I wyszła mu niesamowicie magiczna kompozycja.

A magia, jak zwykle u tego pana, zawarta jest w doborze instrumentów i wygrywanych przez nie dźwiękach :) W tym jednak przypadku nawet nie będę próbował wymienić wszystkich urządzeń, jakie zostały użyte, gdyż łatwo o potknięcie. Z pewnością są to, jak zawsze, wszechobecne smyczki w postaci mniejszej lub większej grupy, dalej flety, fortepian, bodajże lira, parę instrumentów dętych i de facto syntezatory, do których dołącza keyboard (o ile się nie mylę). Także sporo jest dzwonków, dzwoneczków, cymbałków i całej gamy tych mniejszych instrumentów, które na ogół dopełniają klimatu. Tutaj w kilku utworach, jak chociażby w niesamowicie krótkim i dynamicznym "Beginning Then" stawiane są na równi z tymi większymi, a nawet wybijają się na pierwszy plan.

Co do wspomnianej elektroniki, to jest tu ona, wbrew pozorom, wszechobecna. Myślę, że w paru miejscach, nadal wyraźnie widać wpływ lat 80, co swoje apogeum osiąga w kawałku "Good-bye Airplanes", które w pierwszej części brzmi, jak żywo wyciągnięte z mrocznego "The Hitcher" Ishama! Kiedy indziej, jak w "Considerable Groove" czy "Crackhead" (notabene wymieniłem właśnie bodaj 3 najbardziej "posępne" utwory tej płyty) można doszukać się dalekiego echa Tangerine Dream oraz wcześniejszych, bardzo atonalnych kompozycji Newmana. Dodatkowo, co też zrzucam na sample i inne elektroniczne dzieła, wszystkie utwory są ze sobą idealnie powiązane. Choć trudno tu mówić o wyrazistym temacie przewodnim – coś takiego się przewija przez wszystkie "Title", ale za każdym razem w innej wersji i intonacji – to każda ścieżka jest zbliżona rytmem i klimatem na tyle, że mamy wrażenie, iż tenże temat obecny jest cały czas, choć utwory bywają skrajnie różne emocjonalnie i instrumentalnie.

 

Oczywiście cały ten akapit, to tylko moje spostrzeżenia, z którymi niekoniecznie trzeba (a nawet nie trzeba – zachęcam do konfrontacji ;) się zgadzać, choć na pewno coś w tym jest. Przede wszystkim jednak wszystkie te elementy bardzo często występują razem, tuż obok siebie. Bardzo krótkie, jednominutowe utwory, przepełnione dość szybkimi rytmami i całą paletą urządzeń je wygrywających, stanowią więc niezły orzech do zgryzienia, a jednocześnie to masa zabawy – takie muzyczne puzzle lub inna gra wymagająca odrobinę cierpliwości i uwagi – na znacznie więcej, jak jeden raz. A jeśli komuś brakuje tych przywar, to wystarczy bez namysłu dać się ponieść tym wszystkim dźwiękom. I gwarantuję, że też się nie zawiedzie.

Temat filmu jest dość dramatyczny i jednoznaczny, a mimo to (a nawet zaryzykuję stwierdzenie, że właśnie dlatego) w każdym, nawet najbardziej smutnym i ponurym fragmencie, słychać nutkę szaleństwa i optymizmu. To dźwięki, które koją duszę absolutnie. Siedemnaście minut, a za każdym razem, nawet przy uruchomieniu wyobraźni i próbie dopasowania do konkretnych dźwięków filmowej akcji, odpoczywam i czuję się nad wyraz dobrze, pogodnie. A potem zwykle zapuszczam płytę raz jeszcze, gdyż mija ona niesamowicie (i zdecydowanie zbyt) szybko. I choć ocena wydaje się za niska po tych wszystkich słowach i peanach – czy nawet powiedziałbym, że celowo zaokrągliłem ją w dół – to i tak jest to jeden z moich ulubionych Newmanów, nie mówiąc już o filmowej ilustracji jako takiej. Dlatego też uważam, że jeśli ktoś będzie miał tę pozycję w zasięgu, to jest to absolutne "must have".

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Main Title

02.

Good-bye Airplanes

03.

Beginning Then

04.

Considerable Groove

05.

Wide Eyes & Little Feet

06.

Sitting Still

07.

Title 3

08.

Crackhead

09.

Beginning Now

10.

Title 2

11.

Cold Morning

12.

End Title

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz