• Hitman’s Bodyguard, The
  • Klute / All The President's Men
  • Victoria & Abdul
  • Logan
  • Game of Thrones – season 7

007: Diamonds Are Forever – remastered

data publikacji: 08/11/2014

Diamenty są wieczne

007: Diamonds Are Forever – remastered

"...uznawane są za górną półkę ilustracji Jej Królewskiej Mości..."

Kompozytor: John Barry

Rok produkcji: 2003

Wytwórnia: Capitol / EMI

Czas trwania: 75:40 min.

 

Ostatnia oficjalna rola Seana Connery jako agenta 007, „Diamenty są wieczne”, to zdecydowanie jedna ze słabszych i wyjątkowo nierównych części szpiegowskiej serii. Obok tak wyrazistych, pamiętnych i zwyczajnie dobrych elementów, jak wątek tytułowych kamieni, czy liczne piękne panie (m.in. Jill St. John i Lana Wood), mamy do czynienia z wieloma kompletnie nietrafionymi pomysłami (siermiężny humor, duo zabójców – Mr. Kidd i Mr. Wint), które za często wprawiają widza w zażenowanie, a film kierują na tory autoparodii. Szczęśliwie muzyczna oprawa Johna Barry’ego należy zdecydowanie do tej pierwszej kategorii.

 

Jak zwykle kompozycję otwiera piosenka tytułowa, do której wykonania po raz drugi (i nie ostatni!) poproszono Shirley Bassey. Legendarna piosenkarka wraz z niebanalnym tekstem i kolejną solidną muzyką Barry’ego stworzyła raz jeszcze idealną symbiozę, czego rezultatem prawdziwy szlagier – jeden z lepszych w bondowskim uniwersum, na którym wciąż wzorują się inni artyści (ostatnio Kanye West w „Diamonds from Sierra Leone”).

 

Ale i poza piosenką „Diamenty...” uznawane są za górną półkę ilustracji Jej Królewskiej Mości. Czy słusznie? Cóż, tutaj sporo zależy od osobistych gustów i preferencji, acz nie ulega wątpliwości, iż jest to score wielce atrakcyjny, dynamiczny i przyswajalny także bez filmowego kontekstu. Duża w tym zasługa zarówno świetnych, melodyjnych tematów – zarazem tych już znanych, jak motywy akcji i tematy odnoszące się bezpośrednio do 007 („Gunbarrel / Manhunt” – dodajmy, iż ostatni raz wybrzmiewa tu typowa dla pierwszych Bondów gitara Vica Flicka, którą potem, aż do „Licencji na zabijanie,” zastępowały głównie trąbki), jak i tych zupełnie nowych, w których maestro z niezwykłą wprawą żongluje nutami („Moon Buggy Ride”, „Bond Smells A Rat”).

 

Tradycyjnie uwodzi także piękna liryka z kolejnymi wariacjami melodii piosenkowej na czele, jak absolutnie bezbłędny temat Tiffany w kilku utworach. A jeśli dodamy do tego także typowo figlarne, nie do końca poważne dźwięki, jak „Circus, Circus”; trzymający w podskórnym napięciu suspens (np. „Peter Franks”) lub perełki pokroju „Slumber Inc.”, gdzie Barry bawi się swoimi wcześniejszymi kompozycjami (a dokładniej „Mary, Queen of Scots”), wprowadzając przy okazji do serii chór, to otrzymamy pracę niemalże idealną.

 

Muzyka ta ma jednak kilka problemów. Przede wszystkim brak w niej wyraźniejszej idei przewodniej, która spajałaby całość w konkretną formę. Poszczególne utwory, choć pozbawione na dobrą sprawę underscore’u i nieprzyjemnych fragmentów, są klasą samą dla siebie, lecz nie zawsze zdają się tworzyć jednolitą, spójną kompozycję. Barry zdecydowanie za często ucieka tu również w stronę typowo salonowego jazzu. Przykładowe „Q's Trick”, to znakomite granie samo w sobie, lecz kompletnie nieprzystające do świata 007 oraz reszty partytury – sprawia wrażenie wyjętego z zupełnie innej bajki. Nieco lepiej pod tym względem wypadają „Airport Source / On The Road” i „The Whyte House”, choć także one gubią gdzieś tą charakterystyczną dla Bonda aurę i są zdecydowanie zbyt beztroskie w swym założeniu.

 

Oczywiście część z tych zarzutów niknie na podstawowym albumie, który do momentu wydania przez EMI swej „czarnej” serii zamykał się w 12 utworach i blisko 35 minutach materiału. Oddać trzeba jednak wersji rozszerzonej, że absolutnie nie nuży mimo swej, z pozoru odstraszającej, długości. Szkoda jedynie, że nie pokuszono się tu o lepszy montaż – stare ścieżki nieznacznie wydłużono, podczas gdy nowe po prostu wrzucono na sam koniec, opatrując je hasłem „bonus tracks”. De facto bonusowy jest jednak tylko ostatni utwór – „Additional and Alternate Cues”, czyli suita z różnych pomysłów aranżacyjnych. I ten właśnie kawałek, jako jedyny, można sobie darować podczas odsłuchu opisywanego krążka.

 

Resztę albumu idzie bez problemu polecić każdemu, nawet osobom nie lubującym się na co dzień w przygodach agenta MI-6 i kinie szpiegowskim jako takim. To bowiem niezwykle plastyczna, lotna i zajmująca partytura, pełna kapitalnych, zapadających w pamięć tematów, do jakich chce się wracać. Choć moja finalna ocena nie jest maksymalna (4,5 nutki), to i tak stawiam rzeczone wydawnictwo wśród najlepszych i zarazem najbardziej ulubionych tytułów sagi o Bondzie, Jamesie Bondzie. A ten, rzecz jasna, powróci w naszych tekstach jeszcze nie raz...

 

  

 

P.S. Tak przedstawia się chronologiczna kolejność utworów:
13, 1, 14, 6, 9, 15, 16, 17, 18, 19, 4, 20, 3, 5, 8, 2, 11, 10, 12, 7, 21.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Diamonds Are Forever (Main Title) – Shirley Bassey

02.

Bond Meets Bambi and Thumper

03.

Moon Buggy Ride

04.

Circus, Circus

05.

Death at the Whyte House

06.

Diamonds Are Forever (Source Instrumental)

07.

Diamonds Are Forever (Bond and Tiffany)

08.

Bond Smells a Rat

09.

Tiffany Case

10.

007 and Counting

11.

Q's Trick

12.

To Hell With Blofeld

13.

Gunbarrel and Manhunt

14.

Mr. Wint and Mr. Kidd / Bond To Holland

15.

Peter Franks

16.

Airport Source / On The Road

17.

Slumber, Inc.

18.

The Whyte House

19.

Plenty, Then Tiffany

20.

Following The Diamonds

21.

Additional and Alternate Cues

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz