• Witch, The
  • Sing Street
  • Firestarter
  • Hitman’s Bodyguard, The
  • Klute / All The President's Men

Edge of Tomorrow

data publikacji: 22/10/2014

Na skraju jutra

Edge of Tomorrow

"...na ekranie po prostu nie istnieje..."

Kompozytor: Christophe Beck

Rok produkcji: 2014

Wytwórnia: WaterTower Music

Czas trwania: 45:31 min.

 

Ci kosmici są naprawdę głupi. Myślą, że są w stanie podbić Ziemię i ją zdominować za pomocą swoich nowoczesnych cacek oraz fikuśnych wynalazków. Powstało już od groma filmów o tematyce inwazyjnej i w zdecydowanej większości zawsze znajdzie się sposób na pokonanie obcych – czy to sprytny naukowiec („Dzień Niepodległości”) czy Arnold Schwarzenegger („Predator”). Tym razem ludzkość wystawiła do walki Toma Cruise’a, a skutek jego konfrontacji obrazuje „Na skraju jutra”. O ile sam film jest dość zgrabnym kolażem paru fajnych pomysłów, o tyle warstwa muzyczna pozostawia wiele do życzenia.

 

I tu dochodzimy do zaskoczenia, gdyż reżyser Doug Liman do tej pory współpracował z Johnem Powellem, z którym zrobił wiele fajnych rzeczy („Tożsamość Bourne’a”, „Mr. & Mrs. Smith”), ale tym razem nie udało się przekonać Anglika do udziału w przedsięwzięciu. W kolejce pojawił się Ramin Djawadi – ‘ulubieniec’ recenzentów oraz melomanów – ale ostatecznie wybór okazał się jeszcze bardziej zaskakujący. Padło na lubującego się w komediach Christophe’a Becka. No właśnie...

 

To, że wykorzystywana jest elektronika nie dziwi – w końcu to film s-f. Jednak muzykę prawdopodobnie sponsorowała wytwórnia płytowa Bida z Nędzą, gdyż jest to bezczelna imitacja Hansa Zimmera, ze wskazaniem na „Incepcję” i z obowiązkowymi rozciągnięciami trąbek, które robią Brrraawrrmm!!!.Choć początek wydaje się całkiem niezły – trochę podniosłe „Angel of Verdun” z patetyczną trąbką. Problem polega na tym, że dalej jest po prostu nudno, brakuje pomysłów, a przeważają elektroniczne cudaki, które nawet nie podkreślają militarnego charakteru całości (przecież na ekranie trwa wojna, God dammit!).

 

Owszem, Beck próbuje trochę ubarwiać swoja ścieżkę popisami perkusjonaliów, syntetycznych eksperymentów (dźwięki maszyny w „No Courage Without Fear”) czy też szybkim tematem smyczkowym. Ten ostatni po pewnym czasie zaczyna jednak nużyć, choć zdecydowanie wybija się z całego tego dźwiękowego rozgardiaszu. Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że ta ilustracja na ekranie po prostu nie istnieje.

 

Niestety, „Edge of Tomorrow” to obok „Transcendencji” najgorszy album tego roku, który pokazuje, że w gatunku fantastyki naukowej brakuje kompletnie pomysłów na ciekawą, interesującą oprawę, która nie brzmi jak dzieło kolejnego wychowanka HZ. Absolutna strata czasu i energii.

 

Autor recenzji: Radosław Ostrowski


CD 1

01.

Angel Of Verdun (Main Titles)

02.

No Courage Without Fear

03.

D-Day

04.

Mimics and Alphas

05.

PT

06.

Find Me When You Wake Up

07.

Navigating The Beach

08.

Winning The War

09.

Combat Training

10.

Deadweight

11.

Again!

12.

Solo Flight

13.

Decoy

14.

Whitehall

15.

Uncharted Territory

16.

I’m Out

17.

They Know We’re Coming

18.

Caged In

19.

Ritaliation

20.

The Omega

21.

Welcome To London Major

22.

Live Die Repeat (End Titles)

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 3  

Krzysztof 22-10-2014, 23:30

... ale gif z Blunt można oglądać w nieskończoność. Film zresztą też.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz