• Witch, The
  • Sing Street
  • Firestarter
  • Hitman’s Bodyguard, The
  • Klute / All The President's Men

Barefoot in the Park

data publikacji: 07/10/2014

Boso w parku

Barefoot in the Park

"...pozytywnie nastrajający album..."

Kompozytor: Neal Hefti

Rok produkcji: 1967

Wytwórnia: Dot Records / Mercury

Czas trwania: 28:50 min.

 

Tą przeuroczą komedię – opartą na sztuce Neila Simona pod tym samym tytułem – z Robertem Redfordem i Jane Fondą w rolach głównych polecam gorąco na każdą okazję. Jest to bowiem niezwykle sympatyczny, wielce zabawny film, który w bardzo lekki sposób dotyka tak przyziemnych spraw, jak nowożeństwo oraz pierwsze, własne mieszkanie; a który ani trochę się nie zestarzał, mimo oczywistego ‘oldskulowego’ wdzięku, jakim po latach emanuje.

 

Sporo do klimatu tej produkcji dodaje muzyka Neila Hefti, choć trzeba przyznać, że bezustannie pozostaje ona w cieniu kapitalnych kreacji aktorskich oraz przyjemnego humoru i nie jest to element, jaki mocno zapada w pamięć podczas seansu. Wyjątkiem jedynie motyw przewodni, z którego zrobiono także piosenkę, a która z kolei zgrabnie ubarwia napisy początkowe, wyznaczając przy tym nastrój dla całej historii. Poza nim jednak muzyka pozostaje raczej na drugim planie, choć bez niej, niczym bez prądu i ogrzewania, byłoby z pewnością strasznie pusto i zimno.

 

Ilustracja Heftiego – oscylująca wokół jazzu, swingu i bluesa – jest wszak niezwykle ciepłą kompozycją, którą łatwo jest polubić. Spora w tym zasługa tyleż przystępnych, często wręcz tanecznych melodii i ogólnej atrakcyjności brzmienia, co trafnie skromnej ilości materiału, jaki pozostawia sporo miejsca bohaterom i dialogom, jednocześnie samemu mając go wystarczająco, by na spokojnie móc się rozwinąć i poflirtować z odbiorcą.

 

Blisko pół godziny niespełna 50-letniej muzyki stanowi więc całkiem fajne doznanie, nawet jeśli niekiedy odrobinę jednostajne, zbyt monotonne. Temat przewodni powraca na krążku bowiem stosunkowo często w praktycznie niezmienionej formie, a kompozytor – za wyjątkiem kilku pobocznych ścieżek – właściwie nie urozmaica (acz i nie przesładza) swych nut.

 

Nie zawsze są one przy tym ciekawe bez ruchomego obrazu – trafia się nieco płaskiego underscore’u i typowo dramatycznej, niespecjalnie frapującej muzyki, czasem zahaczającej nawet o swoisty mickey-mousing, a więc zbytnią dosłowność względem ekranowych wydarzeń. Szczęśliwie momenty te należą do mniejszości, a nad całością bezustannie unosi się swojska, figlarna aura kolejnych, radosnych dźwięków. Inna sprawa, że te są z reguły wielce ulotnym doznaniem i po odsłuchu, podobnie jak po seansie, niewiele zostaje w głowie.

 

To sprawia, że rzeczony krążek najlepiej jest polecić osobom, które – jak ja – miło wspominają film. Bez jego znajomości nie tracimy wiele – to nadal pozytywnie nastrajający album, przy którym czas mija szybko – lecz odsłuch będzie wtedy ciut bardziej anonimowym doznaniem. Dlatego w tym wypadku najlepiej rozwalić się na kanapie (lub w parku, niekoniecznie na bosaka) i sprawdzić, jak ścieżka ta radzi sobie w produkcji, do której powstała.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Barefoot in the Park (instrumental)

02.

Main Title

03.

Two O'clock Capers

04.

The Barefoot Stumbler

05.

Corie Grows Up

06.

Six Flights Up

07.

Barefoot in the Park (vocal)

08.

Mom arrives for Dinner

09.

Blues for Paul

10.

New Home Up-A-Stairs

11.

Journey to the Four Winds

12.

A Nut on the Roof

13.

End Title

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz