• Road House – 30th Anniversary Expanded Edition
  • Undone
  • River
  • Gentlemen, The
  • Missing Link

Rush

data publikacji: 29/09/2014

Wyścig

Rush

„... zachwyca doskonałym połączeniem patosu, dynamiki i niesłabnącego napięcia...”

Kompozytor: Hans Zimmer

Rok produkcji: 2013

Wytwórnia: WaterTower Music

Czas trwania: 65:06 min.

 

Całkowite pominięcie przez Amerykańską Akademię Filmową „Wyścigu” w oscarowych nominacjach stanowi jedną z jej największych zbrodni ostatnich lat. Jest to bowiem film, który mógłby śmiało rywalizować w licznych kategoriach – poczynając od dźwięku, przez doskonałe zdjęcia, przełomową rolę Daniela Brühla, a na fachowej reżyserii Rona Howarda kończąc. W sprawiedliwszym świecie laury spadłyby też na Hansa Zimmera.

 

Pod względem funkcjonowania muzyki w obrazie „Wyścig” plasuje się w światowej czołówce i przypomina, że Hans Zimmer jest dziś nie tylko obłąkańczym dawcą efektownego hałasu, ale także kompozytorem zdyscyplinowanym i obdarzonym doskonałym wyczuciem. Inna sprawa, że współpraca z Ronem Howardem wyraźnie mu służy.

 

Już sam początek wiele obiecuje. Po łagodnym, dźwiękowym tle, który wprowadza odpowiedni nastrój, pojawia się temat główny. To w gruncie rzeczy charakterystyczna dla Zimmera konstrukcja – powolne, patetyczne, niemal elegijne frazy wygrywane na urzekającej głębią wiolonczeli. Nic nowego, ale momentalnie chwyta, budując poważniejszą atmosferę, niż można byłoby się spodziewać po obrazie o kierowcach Formuły 1. Tyle, że przez następną godzinę filmu kompozytor i reżyser zdają się zapominać o swoim doskonałym motywie. Pojawia się natomiast sporo rockowej muzyki z epoki i instrumentalne utwory Zimmera silnie nimi inspirowane.

 

Ścieżka dźwiękowa dzieli się niejako na dwoje. Z jednej strony mamy to ostrzejsze, rockowe granie, które przede wszystkim wiąże się z postacią Jamesa Hunta – bawidamka, „niegrzecznego chłopca”. Uważnemu na granicy pedanterii, aroganckiemu Nickiemu Laudzie towarzyszy raczej bardziej tradycyjna dla Zimmera mieszanka elektroniki, efektownych smyczków i mechanicznie miarowej perkusji. Dobrze charakteryzuje to pozornie matematyczny, ale w pewnym sensie znacznie bardziej romantyczny umysł Laudy. Dopiero jego tryumf w mistrzostwach świata wyzwala w muzyce trochę luzu.

 

W połowie film się jednak zmienia, a wraz z nim ścieżka dźwiękowa, która powraca do zaznaczonego na początku tematu głównego. Podczas gdy do tej pory muzyka stanowiła dodatek, precyzyjny wkład do fragmentów scen, teraz zaczyna ogarniać całe sekwencje. Zimmer nie próbuje przy tym pokonać ryku pędzących bolidów. Buduje swoje utwory uważnie, pozwalając im czasem na pozostanie tuż przy granicy słyszalności. Wygrywa jednak żelazną konsekwencją i ostatecznie bardzo mocno zaznacza się w filmie. Dwa kluczowe wyścigi – w Niemczech i Japonii – stanowią kompozytorskie tour de force Zimmera. Niewiele znajdziecie we współczesnym kinie sekwencji tak doskonale zilustrowanych. Szczególnie ostatni wyścig zachwyca doskonałym połączeniem patosu, dynamiki i niesłabnącego napięcia. Już samo to zasługiwało na oscarową nominację.

 

To, co fantastycznie wypada w filmie, nieco zawodzi na płycie i odwrotnie. Mniej więcej do połowy krążka mamy do czynienia z trudnym połączeniem krótkich, rockowych kawałków muzyki ilustracyjnej, piosenek i typowych zimmeryzmów. Wypada to nadzwyczaj dobrze. Kolejne utwory fantastycznie zazębiają się o siebie, tworząc organiczną całość. W ten sposób właśnie powinna być łączona drobnica, której w muzyce filmowej nie sposób uniknąć.

 

Dalej jednak ścieżka dźwiękowa skręca w stronę charakterystycznego dla Hansa Zimmera patosu i – na szczęście nieprzesadnego – łomotu. W płytowej odsłonie sprawi on raczej przyjemność jedynie zagorzałym miłośnikom kompozytora. Zupełnie w tym towarzystwie nie odnajduje się także „Fame” Davida Bowiego, jedynej piosence, której nie udało się umiejętnie wpleść w oryginalną ilustrację. Sytuację ratuje bezbłędny finał – temat główny w pełnej rozmachu, muskularnej, ale na swój sposób przejmująco poetyckiej odsłonie. „Lost but Won” jest najdoskonalszym przykładem tego, za co kocha się Hansa Zimmera – tematyczną ostrość, aranżacyjną przebojowość i swego rodzaju bezwstyd w wywoływaniu emocji banalnymi metodami.

 

„Wyścigowi” z pewnością brakuje kilku długości do najlepszych kompozycji Zimmera, co zresztą tylko potwierdza skalę jego wielkości. Jest to bowiem ścieżka dźwiękowa bezbłędnie wypadająca w filmie, dyskretna i wyrazista zarazem. Wydanie płytowe w gruncie rzeczy wygrywa jej największe atuty, choć może nie do końca potrafi utrzymać zainteresowanie przez dość długi czas trwania. Wynagradza go zresztą doskonały finał w soczewce skupiający to, co najlepsze w muzyce filmowej. Nie wypada przeoczyć.

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

1976

02.

I Could Show You If You'd Like

03.

I Hear You Knocking – Dave Edmunds

04.

Stopwatch

05.

Into the Red

06.

Budgie

07.

Scuderia

08.

Gimme Some Lovin' – Steve Winwood

09.

Oysters in the Pits

10.

20%

11.

Dyna-Mite – Mud

12.

Watkins Glen

13.

Loose Cannon

14.

The Rocker – Thin Lizzy

15.

Car Trouble

16.

Glück

17.

Nürburgring

18.

Inferno

19.

Mount Fuji

20.

For Love

21.

Reign

22.

Fame – David Bowie

23.

Lost but Won

24.

My Best Enemy

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 4  

enka caffe 29-09-2014, 22:31

Zgadzam się z opinią autora recenzji, może z jednym, małym "ale". Mam wrażenie, że nie mamy tu do czynienia z "klasycznym" Zimmerem. Poprzez tę ścieżkę kompozytor pokazał swoje bardziej dorosłe "Ja". W którym prócz zwykłej emocjonalności przeplatanej jednym wielkim "Łubudub" (przypominam słynne DUUUM... DUUUM z Nolanowego Batmana) potrafi faktycznie wejść swoją muzyką w głębię przedstawianych postaci. W dużo bardziej efektowny sposób usłyszymy to w "Amazing Spider-Man 2" - ale tam bohaterowie będą wymagali od kompozytora zupełnie czego innego niż James Hunt i Niki Lauda. I Zimmer to widzi. Ogromna zmiana po tylu podobnych soundtracków, które opisywały historie zupełnie innych ludzi. Jestem pełna podziwu dla tego, co stworzył Zimmer w "Rush". A tytuły takie jak "1976", "Lost but Won" i "My Best Enemy" (z fenomenalnym zakończeniem, w którym słyszymy oddalające się bolidy) to melodie, od których naprawdę trudno się uwolnić. Nie tylko zapadają w pamięć, ale wypełniają człowieka tak potężnym ładunkiem emocjonalnym, że potrzeba wiele, by powrócić do rzeczywistości :)


Mefisto 30-09-2014, 18:52

W zasadzie zgoda, choć kilku utworom dałbym jednak maksa.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz