• Hacksaw Ridge
  • Kubo and the Two Strings
  • Jungle Book, The
  • Pete’s Dragon
  • Sully

Cold in July

data publikacji: 07/09/2014

Chłód w lipcu

Cold in July

"...można łatwo pokochać lub znienawidzić..."

Kompozytor: Jeff Grace

Rok produkcji: 2014

Wytwórnia: Milan

Czas trwania: 56:54 min.

 

Jima Mickle’a adaptacja książki Joe Lansdale’a z 1989 roku o tym samym tytule, nie doczekała się póki co polskiej dystrybucji, ale z pewnością warto nań czekać. To bowiem solidne, męskie kino, które mimo banalnej w sumie historii z pogranicza zemsty/dochodzenia prawdy, potrafi skutecznie przykuć do ekranu na bite dwie godziny. Duża w tym zasługa zarówno świetnie dobranej obsady (Sam Shepard, Don Johnson i Michael C. Hall, który tu w niczym nie przypomina serialowego Dextera), jak i znakomicie budującej klimat ścieżki dźwiękowej, jaka wespół ze zdjęciami dosłownie magnetyzuje odbiorcę.

 

Za muzykę oryginalną odpowiada Jeff Grace, czyli raczej drugoligowy kompozytor, dla którego największym do tej pory osiągnięciem był horror „The Innkeepers” – w tym gatunku zresztą maestro porusza się najczęściej. „Cold in July” ma spore zadatki by zmienić ten stan rzeczy, bo choć typowych momentów grozy w samym filmie nie brakuje, to kompozytor ucieka w, być może mało oryginalne, ale niezwykle sugestywne i, co ważniejsze, zapadające w pamięć rozwiązania.

 

Konkretnie mamy do czynienia ze świadomym powrotem do elektroniki lat 80. ubiegłego stulecia, bardzo w typie prac Johna Carpentera, Goblina lub Tangerine Dream. Syntezatory i beaty są tu więc główną bronią. Szczęśliwie Grace zdaje się wiedzieć, jak sprawnie się nią posługiwać. Już od pierwszych, nieprzyjemnych co prawda, dźwięków „Intruder” bardzo łatwo jest wsiąknąć w charakterystyczną aurę onirycznego brzmienia, przesyconego tyleż poczuciem zagrożenia, co silnym pierwiastkiem tajemnicy. Klimat można tutaj dosłownie ciąć siekierą, a wpływ ilustracji na odbiór filmu jest niepodważalny i – nieco paradoksalnie – wybija się na tle większości współczesnych produkcji, także tych na bazie elektroniki.

 

Nieco gorzej, ale tylko nieco, ma się sprawa z albumem. Istniejące na razie jedynie w formie cyfrowej wydanie zamyka się w zjadliwej, acz miejscami dłużącej się godzinie materiału – nie do końca w dodatku trafnego. Dowodem tego wspomniane już „Intruder”, ale także i jeszcze lepsze „The Mansion” z finałowej konfrontacji – oba te utwory składają się na kilka kozackich minut, ale i oba mocno skąpane są w mrocznym underscore, jaki bez znajomości ruchomego obrazu może irytować. Na szczęście typowej, asłuchalnej tapety jest tu niewiele, a cała praca – nawet jeśli posiada te kilka mniej ciekawych fragmentów oraz bywa na dłuższą metę zbyt monotonna – broni się zaskakująco dobrze w swej autonomicznej formie ambientu.

 

Od muzyki bije co prawda anachroniczny urok oraz pewna kiczowatość, która nie do każdego będzie w stanie przemówić, lecz fani elektronicznych nut minionej epoki powinni być wniebowzięci. Melodie są bowiem równie chwytliwe, co wyjątkowo wymowne. Grace bez problemu potrafi za pomocą syntetycznych dźwięków oddać zarówno śmiertelne zagrożenie, niepokój czy akcję z obowiązkową bronią palną w ręku, ale także i dramat jednostki, zagubienie postaci oraz smutek i żal płynące z kolejno odsłanianych kart śledztwa. „Official Protection”, „Dane's Decision”, „Dane's Cabin” czy też inna aranżacja tego samego motywu w końcowym „Father and Son” to doskonałe przykłady minimalistycznych, lecz wielce hipnotyzujących kompozycji, które – w zależności od podejścia – można łatwo pokochać lub znienawidzić.

 

I nie zmieni tego nawet fakt, że najjaśniejszym momentem albumu jest, paradoksalnie, źródłowe „Cosmo Black” duńskiego Dynatron (w rzeczywistości Jeppe Hasseriis), czyli utwór, który pojawia się już w zwiastunie filmu Mickle’a, a i w nim samym ma swoje ‘pięć minut’. Wydatnie wspierają go jeszcze dwie piosenki – odświeżone „Wait” formacji White Lion oraz wyjątkowo optymistyczne na tle reszty „Back of My Smile”, autorstwa córki Lansdale’a, Kasey. Wprowadzają one jednak tyleż zróżnicowania, co chaosu na ‘krążek’, gdzie umieszczono je w kompletnie przypadkowej kolejności („Wait” zamyka wszak film). Pominięto natomiast „Arms of a Stranger” Danny’ego Jacoba, które także przewija się w tle.

 


 

Nie ulega wątpliwości, że „Cold in July” najprościej byłoby polecić na nocne wojaże szybkim autem ‘Miami Vice style’. Jednak atmosfera tej pracy jest miejscami wręcz porażająca, a jej zgranie z obrazem perfekcyjne. To sprawia, że bardzo łatwo umieścić ją w gronie, jeśli nie najlepszych, to z pewnością najciekawszych soundtracków tego roku i jeszcze łatwiej polecić, także osobom postronnym. To bowiem na tyle specyficzna, nastrojowa kompozycja, iż trudna do wymazania z pamięci po zaledwie kilku dźwiękach. A takie sprzedają się same.

Autor recenzji: Mefisto


CD 1

01.

Wait (2006 Remastered) – White Lion

02.

Intruder

03.

Whole Lot Like You

04.

Crank Call and Break-In

05.

Official Protection

06.

Stakeout

07.

He's in the House

08.

Following Ray

09.

Dane's Decision

10.

Cosmo Black – Dynatron

11.

Seeing Freddy

12.

Dane's Cabin

13.

Recon and Grave Digging

14.

The Mansion

15.

Father and Son

16.

Back of My Smile – Kasey Lansdale

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz