• Split
  • Ballerina
  • Secret Life of Pets, The
  • Storks
  • Trolls

Wywiad z Georgem S. Clintonem

data publikacji: 17-01-2012, 11:13

Portal MuzykaFilmowa.pl serdecznie zaprasza do lektury najnowszego numeru kwartalnika FilmPro. Wszystkich czytelników zapewne zainteresuje wywiad Łukasza Waligórskiego z amerykańskim kompozytorem Georgem S. Clintonem, jaki przeprowadzony został podczas ubiegłorocznego festiwalu Transatlantyk.

 

FilmPro to magazyn dla profesjonalistów z branży audiowizualnej, a także równoległe wydanie internetowe. FilmPro (w wersji drukowanej oraz internetowej) jest magazynem skierowanym do branży filmowej, telewizyjnej, reklamowej, ale także do osób związanych z rozwijającymi się mediami IPTV, VOD oraz Mobile TV. Kwartalnik tworzony jest z myślą o profesjonalistach zajmujących się produkcją filmową i telewizyjną, a także o osobach zainteresowanych realizacją i sztuką filmową.

 

George S. Clinton to jeden z tych kompozytorów, którzy przez lata mozolnie budują swój dorobek pnąc się wolno po kolejnych szczeblach kariery. W jego filmografii znajdują się dziesiątki filmów, które znamy z telewizji ale też kinowe przeboje ze słynnym „Mortal Kombat” na czele. Urodzony w 1947 roku Clinton komponuje do filmów, pisze piosenki i naucza. Jest doradcą Instytutu Sundance i stałym bywalcem niezliczonych warsztatów, podczas których doradza młodym ludziom w jaki sposób odnieść sukces w roli kompozytora muzyki filmowej. Jego muzyki można posłuchać w takich filmach jak "Dzikie rządze", "Żona astronauty" czy seria "Austin Powers".

 

A oto krótki przedsmak wywiadu specjalnie dla czytelników MuzykaFilmowa.pl:

 

Łukasz Waligórski: Czy pamięta Pan ten moment, kiedy zdecydował Pan zostać kompozytorem?


George S. Clinton: Miałem jakieś 5 albo 6 lat kiedy mama zaczęła uczyć mnie gry na pianinie. Pamiętam moment kiedy po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z mocy muzyki. Moja mama była organistką w kościele w Tennessee, gdzie się wychowałem. W kościele baptystycznym podczas wieczornej mszy jest zawsze moment gdy przygasają światła, w tle grana jest delikatna muzyka a ksiądz zaprasza zgromadzone osoby, aby wyszły na środek, wyznały swoje grzechy, przeprosiły Boga i przyjęły Chrystusa. Pamiętam moment kiedy podczas takiej wieczornej mszy, przygasły światła, a moja mama zaczęła grać delikatnie jakiś hymn. Kobiety w kościele zaczęły płakać, również mój ojciec miał łzy w oczach. Już wtedy, mimo mojego młodego wieku, uświadomiłem sobie, że ten moment nie byłby tak doniosły gdyby nie muzyka. Gdyby moja mama nie grała na organach, Ci ludzie nie wyszliby na środek kościoła i nie zostaliby zbawieni. Nie myślałem wtedy, że zostanę kompozytorem filmowym, ale byłem zaintrygowany siłą muzyki.


Co zrobił Pan później?


Przez wiele lat śpiewałem w chórze kościelnym i grałem w zespole rock’n’rollowym. Mieszkaliśmy w niewielkim mieście Chattanooga. Pamiętam, że udało mi się swego czasu zdobyć angaż w jedynym klubie nocnym w mieście. Moje nazwisko było ma afiszu przed wejściem – „George Clinton Band”. Pewnego dnia ksiądz wezwał mnie do swojego gabinetu, a słynął z tego, że był surowy – zabraniał tańczenia, zabawy a nawet wchodzenia do klubów, gdzie lał się alkohol. Zapytał mnie wtedy – „Powiedz mi, że to nie Twoje nazwisko wisi na tym przybytku grzechu”. Odpowiedziałem mu „Tak, to ja! Dostałem pracę w piątkowe i sobotnie wieczory”. A on na to: „Cóż synu, będziesz musiał podjąć decyzję. Będziesz używał talentu danego Ci przez Boga do wychwalania Pana albo oddasz go diabłu”. Miałem wtedy 16 lat, lada chwila wybierałem się do collage’u więc odparłem: „Proszę księdza, diabeł płaci mi 50 dolarów za wieczór.” I to by ostatni raz, kiedy byłem w kościele.

 

Potem poszedłem do szkoły muzycznej w Nashville, jednocześnie studiując aktorstwo w Tennessee. Pamiętam, że w ciągu tygodnia zgłębiałem w szkole Bacha, a w weekendy grywałem muzykę Country. Kiedy skończyłem obie szkoły, pojechałem na Atlanta Pop Festiwal, który odbył się miesiąc przed pierwszym festiwalem w Woodstock. Tam Joe Cocker i The Grease Band wykonali piosenkę „With A Little Help From My Friends” i… to było to. Po tym jak ją usłyszałem wiedziałem, że muszę jechać do Los Angeles zaszaleć. W ten sam weekend spakowałem co miałem do jednej walizki, zarzuciłem na ramię gitarę i rozpocząłem swoją przygodę w L.A.


(...)

 

Cały wywiad do przeczytania w najnowszym numerze FilmPro, a już wkrótce także na MuzykaFilmowa.pl



Autor: Łukasz Waligórski

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Komentarz