• Silence
  • Get Out
  • Allied
  • Thank You for Your Service
  • Marie Curie

Wojciech Kilar na jazzowo

data publikacji: 28-05-2013, 18:20

V Records i Vertigo Jazz przedstawiają płytę Kuby Stankiewicza „Kilar”, poświęconą twórczości jednego z największych polskich kompozytorów, światowej sławy autora muzyki filmowej – Wojciecha Kilara.

 

Miłośnikom muzyki improwizowanej Kuba Stankiewicz jest doskonale znany jako lider  jazzowych kwartetów (wysoko cenione albumy „Northern Song” i niedawno wydany, nominowany do nagrody Fryderyka album  „Spaces”).  Tym razem pianista prezentuje się w roli solisty.

 

Płyta zawiera dwanaście kompozycji, utrzymanych w spokojnym, balladowym klimacie. Choć są i chwile, gdy  melancholijne, filmowe tematy przeradzają się w energiczne improwizacje, osadzone we wspaniałej tradycji jazzowej pianistyki. Wielka kultura, liryczny temperament i dbałość wrocławskiego wirtuoza o sens każdej zagranej nuty znakomicie korespondują z twórczością Wojciecha Kilara. W tych filmowych melodiach, znanych, jak i tych mniej popularnych, zawierają się wszystkie cechy jego stylu: jest romantyczny oddech i piękna melodia, melancholia i beztroska, prostota i subtelność formy.

 

Skojarzenie filmowych melodii Wojciecha Kilara z jazzową pianistyką Kuby Stankiewicza było naturalne: wszak fortepian to ulubiony instrument Kilara, często „obsadzany” przez niego w roli głównej. Majestatyczny i dostojny, kiedy indziej liryczny lub frywolny. Nawet jeśli to nie fortepian umieszcza kompozytor na pierwszym planie, to zawsze łatwo sobie wyobrazić, jak by ta muzyka brzmiała, gdyby było inaczej.

 

Kuba Stankiewicz to bodaj jedyny z grona znakomitych polskich pianistów jazzowych, który do każdego zagranego dźwięku podchodzi z taką pieczołowitością, namysłem i wrażliwością. Przełożył filmową poezję Kilara na poezję jazzowej improwizacji z wielkim szacunkiem i miłością wobec oryginału – łatwo będzie słuchaczowi rozpoznać charakterystyczne tematy, ale często zaskoczą go zmiany rytmu, harmonii i… wszechobecna cisza, z której wszak rodzi się każdy potrzebny dźwięk.

 

Zanim jednak Kuba Stankiewicz wszedł do studia w Lubrzy, w cudowny sposób odciętego od wielkiego i zagonionego świata, trzeba było wybrać. Wspaniałych melodii napisał Wojciech Kilar bez liku, jedną piękniejszą od drugiej, do filmów polskich, niemieckich, francuskich, amerykańskich; do dramatów obyczajowych, historycznych fresków, romansów, horrorów, seriali, komedii, kreskówek… Kompozytor  – sam będący świetnym pianistą i w młodości zafascynowany jazzem – nie chciał Kubie nic sugerować. Ani w kwestii obranej konwencji wykonawczej, ani w kwestii doboru repertuaru. Trzeba było zdać się na własny instynkt.



Mówi Adam Domagała,  pomysłodawca projektu i jego producent: – Spędziliśmy wiele godzin na analizowaniu muzyki Kilara z różnych okresów jego pracy, niekiedy już bardzo odległych w czasie, przypominaniu sobie ulubionych pianistów jazzowych, czytaniu książek poświęconych kompozytorowi, szukaniu właściwego klucza. Kubie bardzo zależało na tym, żeby w swojej grze uchwycić Kilarowskiego ducha, pozostać wiernym nie tylko jego muzyce, ale też życiowej filozofii i artystycznej postawie, która zrodziła te wszystkie arcydzieła. Tematów, które wybraliśmy, starczyłoby na dwu-, może nawet trzypłytowy album, ale wiedzieliśmy, że przyjęta konwencja – fortepian solo – może okazać się dla wielu słuchaczy zbyt wymagająca. A my nie chcieliśmy nagrywać płyty dla jazzowych koneserów, czekających, by tylko wytknąć brak „nowatorstwa”. To od samego początku miała być muzyka do słuchania dla przyjemności i to niekoniecznie przez miłośników jazzu.

 

Pomysły pojawiały się i znikały, a ostateczny program płyty jest efektem nie tylko długiego namysłu „przed”, ale też ostrego samokrytycyzmu artysty „po” dokonaniu nagrań, choć warto wiedzieć, że większość wybranych utworów, to  te nagrane przez Kubę przy pierwszym podejściu. Płytę rozpoczyna temat „Love Remains” z filmu w reż. Jane Campion  „Portret damy”. W oryginale po delikatnym wstępie na fortepianie pojawia się równie delikatny, ale wyrazisty akompaniament orkiestry smyczkowej. To jeden z tych typowych, Kilarowskich utworów, gdzie każdy dźwięk jest idealnie na swoim miejscu – bez ozdobników i natłoku zdarzeń. Kuba jeszcze uwypuklił tę subtelną płynność, dopowiedział kilka nut od siebie, ale przede wszystkim zdefiniował swój pomysł na całą płytę: muzyka ma się składać nie tylko z nut zagranych, ale i z tego, co dzieje się wokół nich. Gra pianista, ale gra też naturalny pogłos fortepianiu, jego mechanizm, często przypadkowe współbrzmienia poszczególnych dźwięków i ich mikroskładników.



Jeden z tematów z filmu Janusza Majewskiego „Zazdrość i medycyna” (ponownie – fortepian i smyczki, choć pojawiają się też charakterystyczne dla Kilara nagłe uderzenia instrumentów dętych i koronkowy udział celesty) sam reżyser opisał kiedyś tak: „Przytłumione, jakby filtrowane przez softy brzmienie romantycznego tematu, jakby salonowego”. Tutaj Kuba gra już bardziej jazzy, w części improwizowanej przywołując na myśl stylistykę jednego ze swoich największych idoli – Billa Evansa. Pozostał jednak wierny onirycznej poetyce oryginału



Najsłynniejszą melodią z „Trędowatej” w reż. Jerzego Hoffmana jest, oczywiście, walc, w którego rytmie główna bohaterka pada ofiarą towarzyskiego linczu. Ale Kuba wybrał nieco mniej znane fragmenty partytury. W oryginale – zgodnie z zamysłem reżysera, który chciał wycisnąć z ekranizacji powieści Mniszkówny maksimum emocji – Kilar poszedł w skrajną ckliwość i patos. Kuba chciał inaczej i potraktował dwie piękne melodie niczym jazzowe standardy, zwłaszcza w części drugiej, nieco mniej sentymentalnej, swinguje pogodnie i z humorem.



„Pieśń o małym rycerzu” z serialu w reż. Pawła Komorowskiego „Przygody pana Michała”. Twardy orzech do zgryzienia, bo przecież w legendarnym  wykonaniu Leszka Herdegena znają tę piosenkę wszyscy, duzi i mali. Jedyny sposób, by ten remake miał sens, to oddalić go jak najbardziej od pierwowzoru, zamienić w niemal inny utwór, zagrać na granicy rozpoznawalności. Udało się. Konia z rzędem, kto po introdukcji – skądinąd przepięknej – domyśli się, jaka to melodia. A później jest jeszcze lepiej, znowu w rejonach przyjemnie onirycznych, niespiesznych, zamglonych.



Kolejny wielki hit Kilara. Wspaniały walc z filmu w reż. Andrzeja Wajdy „Ziemia obiecana”, prawdopodobnie najwspanialszy z wielu, wielu utworów w rytmie 3/4, które wyszły spod ręki kompozytora.  Tutaj temat  podany jest w pierwszych taktach, od razu przesuwają się przed oczami sceny z filmu, ale jednak rytm walca zostaje zachwiany, zamiast uderzającej w zmysły motoryki jest poezjowanie, zmyślne ucieczki i powroty do głównego tematu, z góry i  z dołu skali.

 

Temat z filmu „Cwał” w reż. Krzysztofa Zanussiego Kuba wybrał głównie dlatego, że nie chciał, by płyta była… zbyt melancholijna. Ale wiedział też, że nie może dosłownie wejść w awanturniczą, koniarską konwencję filmu i tej stosunkowo mało znanej muzyki – odpowiedzią na dylematy było przywołanie wirtuozerskiej  tradycji Arta Tatuma czy Buda Powella. Kuba gra na luzie, bawiąc się swobodnie; to jeden z najodważniejszych fragmentów płyty.



Muzyka do filmu „Bram Stoker’s Dracula”  Francisa Forda Coppolli jako integralny soundtrack, wydany na płycie, a później wykonywany w dziesiątkach światowych filharmonii w formie suity symfonicznej, jest, zapewne, największym osiągnięciem Wojciecha Kilara na polu muzyki filmowej rozumianej nie tylko jako dźwiękowe uzupełnienie akcji, ale także jako muzyka autonomiczna, sprawdzająca się doskonale poza kinem. Z kilku tematów ilustrujących opowieść o słynnym wampirze Kuba wybrał ten najbardziej liryczny – „The Party”. W oryginale wygrywane uporczywie ostinato fortepianu znajduje uzupełnienie w magicznych dźwiękach celesty. U Kuby muzyka faluje równie spokojnie, jest w niej ogromny niepokój i smutek. I jest, choć przecież barwy się zmieniły, ta sama magia.



Główny temat z „Bilansu kwartalnego” w reż. Krzysztofa Zanussiego, jednego ze sztandarowych dzieł kina moralnego niepokoju, to jeden z najbardziej „radiowych” utworów Kilara – wyrazista, piosenkowa melodia, wyraźny rytm, wzruszająca, choć prosta, rola orkiestry. Kuba zmienił ten utwór nie do poznania – w pozbawioną konturów impresję, jakby z nieba kapały ciepłe krople letniego deszczu.



Melodia ze „Smugi cienia” w reż. Andrzeja Wajdy to jeszcze jeden Kilarowski przebój. Kuba dodał do niej przepiękną introdukcję, po której, nie chcąc odbierać słuchaczom radości z obcowania z ukochaną muzyką, zaskakująco blisko zbliża się do oryginalnego nagrania – zostawia sobie jednak na tyle duży margines swobody, by w kulminacji zaskoczyć nagłym przyspieszeniem.

 

„Kronika wypadków miłosnych” w reż. Andrzeja Wajdy to, jak wiele filmów tego reżysera, kopalnia cudownych tematów muzycznych – Kuba wybrał, jakże by inaczej, temat miłosny, poświęcony parze głównych bohaterów, Witkowi i Alinie. W oryginale fortepian pojawia się marginalnie, są za to romantyczne harfa, obój i flet, do tego wszechobecne smyczki. Interpretacja Kuby idzie temu na przekór – jest w niej mnóstwo przestrzeni i to chyba w tym utworze udało się najpełniej uchwycić niezwykłość brzmienia fortepianu Fazioli, dumy studia w Lubrzy.



Melodia zagrana przez prof. Andrzeja Jasińskiego w czołówce serialu „Rodzina Połanieckich” to skończone arcydzieło. Żeby choć zbliżyć się do sedna emocji zawartych w tym króciutkim utworze, można było zrobić tylko jedno  – zagrać go zupełnie saute, bez żadnych upiększeń. Tak też się stało, choć uważny słuchacz zwróci pewnie uwagę na te chwile, gdy Kuba dodaje od siebie drobne bonusy. Choć był to jeden z pierwszych utworów zarejestrowanych podczas dwudniowej sesji, od początku wiedzieliśmy, że jeśli istnieje sposób, by zatrzymać słuchacza w zachwycie, gdy płyta się już skończy, można to zrobić tylko za pomocą tej miniaturki.

Autor: Informacja prasowa

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Komentarz