• Highwaymen, The
  • Tom à la ferme
  • State of Play
  • Isle of Dogs
  • BlacKkKlansman

Mary and Max

data publikacji: 31/12/2009

Mary i Max

Mary and Max

"...irracjonalna ścieżka dźwiękowa w niezrozumiały sposób potęgująca urok całości..."

Kompozytor: Dale Cornelius, różni wykonawcy

Rok produkcji: 2009

Wytwórnia: Mana Music

Czas trwania: 50:49 min.

 

Świat filmu rozwija się w zdumiewającym tempie, wybiegając na coraz to nowe obszary inspiracji, angażując zaskakujące techniki realizacji i imponując kreatywnością twórców. Dzięki temu przeciętny widz ma nieograniczony wybór produkcji spełniających najśmielsze oczekiwania. Z jednej strony mamy, bowiem twórców takich jak James Cameron, którzy wykorzystując najnowsze technologie, dostarczają nam niespotykanej do tej pory rozrywki. Z kolei inni filmowcy starają się nadawać znanym, sprawdzonym i nieco archaicznym formom, nowego znaczenia, ukazując nową jakość w miejscach, które przez wielu zostały uznane za wyeksploatowane. Do tej drugiej kategorii bez wątpienia zalicza się najnowszy film Adama Elliota – "Mary & Max".

Film ten opowiada prawdziwą historię korespondencyjnej przyjaźni Mary Dinkle (małej dziewczynki mieszkającej w Australii) i Maxa Horowitza (znerwicowanego, otyłego Nowojorczyka). I mimo, że został on zrealizowany za pomocą tradycyjnej animacji plastelinowej, zdecydowanie nie jest to bajka dla dzieci. Obraz ten łączy w sobie tyle sprzeczności i różnorodności, że aż trudno uwierzyć z jaką łatwością zyskuje on sympatię widza już w pierwszych minutach trwania. Sprośny humor, wciągająca historia, rewelacyjna strona wizualna, gwiazdorska obsada (Toni Collete, Philip Seymour Hoffman, Eric Bana), a do tego wszystkiego irracjonalna ścieżka dźwiękowa w niezrozumiały sposób potęgująca urok całości. Tak niebanalnej mieszanki nie można przegapić…

Oglądając film bardzo łatwo można zauważyć pewien dualizm, który podkreśla różnice dzielące głównych bohaterów. Pomijając charakter i przypadłości tych postaci, inaczej pokazane są także miejsca ich zamieszkania. Nowy Jork widzimy w szarych i smętnych barwach, z kolei Australia utrzymana jest w znacznie cieplejszej, choć nadal monochromatycznej, kolorystyce (sepia). Rozdział ten podkreśla też warstwa muzyczna, swoim klimatem przypisana dualizmowi postaci i miejsc. Ponure, smętne i pokraczne kompozycje towarzyszą oczywiście znerwicowanemu i samotnemu Maxowi. Mary z kolei pławi się w utworach wesołych, dynamicznych i lekko kiczowatych.

Autorem muzyki do "Mary & Max" jest pochodzący z Australii Dale Cornelius. Jego wkład w płytę jest mniej niż skromny. Pojawiają się tu zaledwie trzy jego motywy, które stanową ubogą reprezentację pracy jaką wykonał dla filmu. W obrazie jest jej znacznie więcej, a powierzane jej emocje mają kluczowe znaczenie dla fabuły ("How I Feel / Pulping Her Life"). Wiąże ona muzykę źródłową filmu w spójną całość, czerpiąc z jej tematyki i stylistyki, jednocześnie dbając o odpowiedni ładunek emocjnany. Są to z reguły skromne kompozycje wykorzystujące instrumenty smyczkowe, dęte drewniane, harfę i wibrafon.

Tematem przewodnim filmu nie jest żadna z kompozycji Dale’a Corneliusa, a utwór "Perpetuum Mobile" Simona Jeffesa w wykonaniu Penguin Cafe Orchestra, przypominający nieco dokonania Michaela Nymana. Ten rewelacyjny, minimalistyczny temat przewija się przez cały film będąc głównym nośnikiem pozytywnych emocji w obu przedstawianych światach. Także Cornelius wykorzystuje go w swoich kompozycjach ("Across Two Worlds") adaptując do potrzeb konkretnych scen. O prawdziwym uroku i sile tej ścieżki dźwiękowej świadczą jednak kompozycje, jakich nikt nie spodziewałby się w tego typu filmie, a które tworzą tutaj niezapomniane połączenia obrazem. Niczym Quentin Tarantino w "Pulp Fiction", Adam Elliot zdumiewa muzyczną erudycją i trafnością dopasowania muzyki do opowiadanej historii. Dla wielu osób seans "Mary & Max" może okazać się kopalnią rewelacyjnych kompozycji i artystów z nurtów muzycznych, o których niewielu ma pojęcie. Począwszy od takich klasyków jak "Romeo i Julia" Sergiusza Prokofiewa ("Dance Of The Knights"), przez "Taniec Zorby" Theodorakisa, aż po nowości od Pink Martini ("Que Sera Sera"). Nie lada gratką jest też "The Typewriter" – utwór w rewelacyjny sposób wykorzystujący dźwięk maszyny do pisania (powstały prawie 50 lat przed "Pokutą" Dario Marianelliego). Rozpiętość stylistyczna i chronologiczna tego albumu czyni z niego istną wieżę Babel, w której chyba każdy znajdzie coś dla siebie.

Na płycie można znaleźć również kilka utworów, które nie pojawiają się w filmie. Jak wyjaśnia reżyser na okładce płyty są to kompozycje, które inspirowały go podczas procesu pisania scenariusza i tworzenia filmu. Najwidoczniej ich wpływ był bardzo pozytywny, bo "Mary & Max" to zdecydowanie jeden z najlepszych filmów animowanych roku 2009. Jest niebanalny fabularnie, wizualnie no i oczywiście muzycznie. Zapewnie nie każdemu przypadnie do gustu taka mieszanka stylistyczna, jaką można znaleźć na tej płycie, jednak warto docenić nietuzinkowy sposób podejścia twórców filmu do jego ścieżki dźwiękowej.

Autor recenzji: Łukasz Waligórski


CD 1

01.

Perpetuum Mobile – Simon Jeffes (wyk. Penguin Cafe Orchestra)

02.

Old Mother Hubbard – Cecil Fraser (wyk. ABC Radio Orchestra)

03.

Russian Rag – Elena Kats-Chernin (wyk. Sydney Alpha Ensemble)

04.

Across Two Worlds – Dale Cornelius

05.

The Typewriter – Leroy Anderson

06.

Dance of The Knights – Sergiusz Prokofiew (wyk. Sydney Symphony Orchestra)

07.

Prelude & Yodel – Simon Jeffes (wyk. Penguin Cafe Orchestra)

08.

Zadok The Priest – Jerzy Fryderyk Hendel (wyk. The Kings Consort & Choir)

09.

Max's Meltdown – Dale Cornelius

10.

That Happy Feeling – Guy Warren (wyk. Bert Kaemfert and His Orchestra)

11.

Zorba's Dance – Mikis Theodorakis (wyk. The London Pops Orchestra)

12.

That's Life – Dean Kay & Kelly Gordon (wyk. James Last and his Orchestra)

13.

How I Feel / Pulping Her Life – Dale Cornelius

14.

What Ever Will Be Will Be (Que Sera Sera) – Jay Livingston & Ray Evans (wyk. Pink Martini)

15.

The Humming Chorus – Giacomo Puccini (wyk. Nana Mouskouri)

16.

A Swinging Safari – Bert Kaemfert

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz