• Good Omens
  • Dracula
  • Boys, The: Season Two
  • Let Them All Talk
  • Wataha

Passion of the Christ, The

data publikacji: 14/04/2006

Pasja

Passion of the Christ, The

"...słucha się z zapartym tchem..."

Kompozytor: John Debney

Rok produkcji: 2004

Wytwórnia: Sony

Czas trwania: 54:03 min

 

Są takie filmy, które wywołują skrajne emocje swoją treścią i sposobem realizacji, zanim jeszcze w ogóle powstaną. Bez wątpienia jednym z takich filmów była "Pasja" w reżyserii Mela Gibsona. Obraz ten wywołał tyle kontrowersji wśród kręgów chrześcijańskich, ile żaden inny wcześniej. Gibson w zaskakujący sposób przedstawił ostatnie godziny życia Chrystusa, jednocześnie wzbijając się na wyżyny sztuki realizacji filmowej. Jego obraz pełen jest doskonałych zdjęć i aktorstwa, a niezwykła muzyka Johna Debneya działa wręcz fenomenalnie. Wszystko to stworzyło niezwykłe widowisko, które do tej pory zachwyca i porusza nawet tych, dla których historia śmierci Chrystusa jest tylko bajką...

Co ciekawe początkowo Mel Gibson nie chciał w swoim filmie mieć żadnej muzyki. Twierdził, że jedynie martwa cisza będzie w stanie najlepiej podsumować dramatyczny przebieg najbardziej przejmującej historii, jaką zna ludzkość. Jednak po jakimś czasie zza parawanu postprodukcji zaczęły napływać wiadomości jakoby Mel Gibson zrezygnował ze swojego pierwotnego zamysłu. Być może stwierdził, że brutalny obraz pozbawiony subtelnego ukierunkowania postrzegania, za pomocą muzyki, może stać się dla wielu osób zbyt trudny? W każdym razie zaczęto poszukiwać kompozytorów, którzy mogliby podjąć się trudnego zadania nadania obrazowi Gibsona, muzycznych ram. Podobno pod uwagę brano Rachel Portman i Lisę Gerrard, choć najbardziej prawdopodobnym wyborem zdawał się być James Horner – współtwórca sukcesu "Braveheart". Jednak ostateczna decyzja twórców filmu, zaskoczyła niemal wszystkich. Jako kompozytora muzyki do "Pasji" postanowiono zatrudnić Johna Debneya, twórcę znanego ze swoich upodobań do kina rozrywkowego ("Wyspa piratów", "Pacyfikator", "Bruce Wszechmogący"). To, jak sobie ten kompozytor poradzi z mroczną wizją ostatnich godzin życia Jezusa Chrystusa, było wielką niewiadomą. Niewiadomą, która okazała się jedną z najbardziej przejmujących ścieżek dźwiękowych, jakie było mi dane wysłuchać.

Po raz pierwszy przesłuchałem tę płytę jeszcze przed obejrzeniem samego filmu. Mimo że nie miałem wtedy jeszcze pojęcia o tym jak naprawdę wygląda obraz Gibsona, muzyka zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Słuchając jej i śledząc tytuły kolejnych utworów, miałem wrażenie, że widzę niezwykłą historię, którą z wielkim przejęciem opowiada mi kompozytor. Jednak dopiero, kiedy obejrzałem film, uświadomiłem sobie, że oto mam przed sobą dzieło naprawdę wybitne, o którym głośno będzie jeszcze bardzo długo – i nie myliłem się. Po kilku miesiącach John Debney za swoją muzykę do "Pasji" otrzymał nominację do Oscara i to właśnie w nim dostrzegałem największego rywala Jana A.P. Kaczmarka do tej nagrody (Kaczmarek był nominowany wtedy z "Marzyciela"). Poza tym muzyka z filmu Gibsona zdaje się do tej pory być najlepiej sprzedającą się ścieżką dźwiękową w historii, ustępując tylko "Titanicowi" Jamesa Hornera. Warto wspomnieć, że John Debney, konsekwentnie idąc za ciosem postanowił skomponować specjalną symfonię, opartą na motywach właśnie z "Pasji". To niezwykłe dzieło jest obecnie najchętniej słuchaną i graną partyturą w USA.

Ktoś może zadać pytanie: cóż takiego niesamowitego jest w tej muzyce? Odpowiedź na to pytanie dla każdego może być inna, bo i każdy może w tej muzyce znaleźć coś innego. Dla jednych będą to wyśmienite partie chóralne, dla innych inspiracje muzyką bliskiego wschodu, a dla jeszcze innych całokształt. Ja zaliczam się do tej ostatniej grupy. To co mnie urzekło w tej muzyce to jej niezwykłe dopracowanie i rozmach. Można nawet przekornie stwierdzić, że Debney skomponował "Pasję" z wielkim pietyzmem. Bo oto z jednej strony mamy dzieło, które fenomenalnie współpracuje z obrazem a jednocześnie robi niezwykłą karierę poza nim. Jednak najistotniejsze jest chyba to, że ten monumentalny i stworzony z wielkim rozmachem film, jakim jest "Pasja", otrzymał godną siebie muzykę. Debney niczym Howard Shore przy trylogii "Władcy Pierścieni", stworzył zaawansowaną, muzyczną opowieść, która zachwyca zarówno poziomem technicznym jak i artystycznym. Wystarczy tutaj wspomnieć chociażby niezwykłe zaangażowanie w tworzeniu partii chóralnych. John Debney wraz z Lizbeth Scott napisali tutaj w końcu wszystkie teksty, które następnie zostały przetłumaczone na język aramejski – a więc język samego filmu. Także Mel Gibson do samego końca czuwał nad nagraniami tej muzyki, dając swoje instrukcje muzykom. Plotka nawet niesie, że był on jednym z członków chóru pojawiającego się bardzo często na tej ścieżce dźwiękowej.

Warto jednak poświęcić także kilka słów kształtowi tej muzyki. Przede wszystkim można z pewną rezerwą stwierdzić, że John Debney podążył ścieżką wcześniej wytyczoną przez Petera Gabriela. Przypomnę, że to właśnie wieloletni lider zespołu Genesis, stworzył muzykę do innego filmu o Zbawicielu, którym było "Ostatnie kuszenie Chrystusa". Gabriel stworzył wtedy niezwykłą ścieżkę dźwiękową, która wymykała się wszystkim ówczesnym schematom. Połączył on etniczne brzmienia z klasycznymi chórami, orkiestrą, mnóstwem elektroniki i różnego rodzaju sampli. Kilkukrotnie wykorzystał także swój własny głos. Debney, wykonał podobny zabieg, tyle ze w jakiś niezwykły sposób uniknął nadmiaru podobieństw i mimo wszystko stworzył coś nowego i świeżego. Oczywiście nadal zauważalne były inspiracje Zimmerowskim "Gladiatorem" czy "Małym Buddą" Sakamoto (szczególnie w "Simon Is Dismissed"), jednak pojawił się tutaj także pewien pierwiastek świeżości. To właśnie on sprawił (i nadal sprawia), że muzyki z "Pasji" słucha się z zapartym tchem.

Zdecydowanie do najlepszych kompozycji na tej płycie należą "Bearing The Cross" ("Niesienie Krzyża") i "Resurrection" ("Zmartwychwstanie"). To dwie, niezwykle wyraziste kompozycje, które pozostają w pamięci na długo po przesłuchaniu całej ścieżki dźwiękowej. Z jednej strony mamy tutaj etniczne tło z licznymi egzotycznymi instrumentami, a z drugiej monumentalne, klasyczne chóry śpiewające w starożytnym języku. Takie połączenie powoduje, że słuchacz jest przenoszony do innego, mistycznego świata. John Debney często stosuje tutaj także tak zwany sound-scoring, a więc wplatanie w muzykę różnych niezidentyfikowanych dźwięków, które nadają jej bardziej niesamowitego kształtu. Właśnie ten element najbardziej przypomina prekursorskie dzieło Petera Gabriela, jakim było "Ostatnie kuszenie Chrystusa".

Jednym słowem nie widzę powodów żeby nie polecić tej płyty każdemu, kto lubi dobrą muzykę filmową. Tej jest tutaj pod dostatkiem i z pewnością zadowoli ona każdego. Rzadko wyrażam tak skrajne opinie, ale w tych nielicznych przypadkach, kiedy to robię, jestem to tego naprawdę przekonany. Muzyka Johna Debneya do "Pasji" jest, jak do tej pory najlepszym dokonaniem tego kompozytora. Wzniósł się on tutaj na wyżyny swoich możliwości i osobiście nie widzę możliwości żeby stworzył on jeszcze kiedykolwiek coś podobnego. Szczególnie jego ostatnie dokonania nie wskazują na to, że można oczekiwać czegoś naprawdę dobrego. Niemniej istnienie jego muzyki do "Pasji" jest faktem, z którego należy się cieszyć i celebrować – zwłaszcza w okresie Wielkanocy. Sam niedawno byłem na gigantycznym widowisku na poznańskiej Cytadeli, jakim była inscenizacja Misterium Męki Pańskiej. Podczas jego trwania kilkukrotnie można było usłyszeć właśnie muzykę Johna Debneya. W tamtym miejscu i czasie wydawało mi się, że jest to najwspanialsza muzyka świata...

Autor recenzji: Łukasz Waligórski


CD 1

01.

The Olive Garden

02.

Bearing The Cross

03.

Jesus Arrested

04.

Peter Denies Jesus

05.

The Stoning

06.

Song Of Complaint

07.

Simon Is Dismissed

08.

Flagellation / Dark Choir / Disciples

09.

Mary Goes To Jesus

10.

Peaceful But Primitive / Procession

11.

Crucifixion

12.

Raising The Cross

13.

It Is Done

14.

Jesus Is Carried Down

15.

Resurrection

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 5  

Zagłoba 28-03-2013, 22:55

Świetna recenzja, dobry język, bardzo przymnie czytało mi się Twój tekst w wigilię Wielkiego Piątku.


Wernyhora 18-03-2020, 12:26

Genialna recenzja wybitnego arcydzieła. Jest to ścieżka dźwiękowa, która odmienia życie. Tu nie ma mowy o słuchaniu tu człowiek spotyka Żywego Boga, który przenika serca i odkrywa prawdę o nas samych. Dźwięki wznoszą się jak dym kadzidła modlitwy. Jest to dym momentami gęsty i duszący, ale unoszący ku górze i wyzwalający z fałszu. Zostaje tylko Prawda. Samotne słuchanie stawia nas sam na sam z Tajemnicą Męki Chrystusa, który umarł z miłości do ludzi. I to miłość jest owocem, który rodzi się na samym końcu tej muzyki, która realnie staję się w trakcie słuchania Drogą Krzyżową już od pierwszych dźwięków. Dla mnie osobiście to również najwspanialsza muzyka świata.


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz