• Highwaymen, The
  • Tom à la ferme
  • State of Play
  • Isle of Dogs
  • BlacKkKlansman

Transformers: Revenge of the Fallen – score

data publikacji: 10/07/2009

Transformers: Zemsta upadłych

Transformers: Revenge of the Fallen – score

"...Jablonsky ponownie zawodzi i serwuje toporną, monotonną, prymitywną muzykę akcji..."

Kompozytor: Steve Jablonsky

Rok produkcji: 2009

Wytwórnia: Reprise / Warner Bros.

Czas trwania: 43:55 min.

Prawie dwa lata temu Steve Jablonsky uraczył świat dosyć "eklektycznym" scorem z "Transformersów", który wyraźnie podzielił zarówno fanów, jak i krytyków muzyki filmowej. Jedni zarzucali mu skrajną wtórność, brak pomysłów, prozaiczność oraz monotonię. Drudzy zaś chwalili go za rozrywkowy charakter i nowoczesne brzmienie. Każda ze stron niewątpliwie ma swoje racje, ale argumenty przeciwników "Transformersów" wydają się mieć większą siłę. Nie można bowiem bezmyślnie zarzynać wad tej partytury toporem muzyki rozrywkowej. W ten sposób każda tandeta, jaka wychodzi na rynek byłaby z góry usprawiedliwiona. Tymczasem muzyka, czy w zamierzeniu twórczym predestynowana do bycia jedynie zabawą czy nie, wciąż pozostaje sztuką, którą należy analizować także pod kątem technicznym, inwencyjnym i stylistycznym, a nie tylko subiektywnie estetycznym. Choć jednak wiadomo, że ten element jest zawsze dominujący, powinny mieć na niego wpływ również pozostałe czynniki. Dlatego nie sprowadzajmy wszystkiego do tzw. "kwestii gustu". Niektóre rzeczy są zwyczajnie tak skonstruowane (odpowiednia harmonia, rytmika, brzmienia), że mimo swojego prymitywizmu, muszą wywrzeć pewne wrażenie na odbiorcy, ponieważ trafiają w "sprawdzone miejsca", wywołując proste emocje. W rzeczywistości jednak nie mają żadnej wartości i czasem człowiekowi robi się aż wstyd, kiedy coś takiego mu się podoba. Nie twierdzę oczywiście, iż prostota jest czymś, co automatycznie deprecjonuje dzieło, lecz elementem, który, jeżeli nie jest opatrzony jakąś osobliwą myślą muzyczną, rzutuje negatywnie na jego jakość. Dobrym przykładem będą tu "Piraci z Karaibów" Klausa Badelta. Soundtrack ten ma podobne wady do "Transformersów", ale posiada błyskotliwe tematy, sporo walorów ilustracyjnych i jest ciekawie napisany. Twór Pana Jablonsky'ego jest natomiast wtórną paćką bez żadnych bonusów (mimo to, niestety mogącą się podobać...). Krytycy o tym wiedzieli. Fani także. Hans Zimmer też. Steve Jablonsky na pewno również zdawał sobie z tego sprawę. Ale czy podjął jakieś kroki? Czy postarał się ulepszyć swoje dzieło? Naprawić swoją reputację? Czy Upadły Steve powstał?

Niestety nie. Jednak ogólna ocena tej płyty zależy od indywidualnego stosunku słuchacza do muzyki z pierwszej części. Jej entuzjasta może czuć się mało usatysfakcjonowany, przeciwnik - lekko ugłaskany.

Nie jest żadnym zaskoczeniem fakt, że w "Zemście Upadłych" Jablonsky poszedł dalej tą samą drogą stylistyczną, ponownie na szeroką skalę kopiując swojego mistrza. Do starego, dobrze już znanego repertuaru dołączyły jeszcze tylko tegoroczne "Anioły i Demony" ("Einstein's Wrong", "I Claim Your Sun"). Trzeba więc przyznać, że Steve jest na bieżąco z nowymi pracami Zimmera. Gdzieniegdzie o uszy obijają się także "Piraci z Karaibów" - wyraźna "Tia Dalma" w "The Fallen" i "Swords Crossed" w "Heed Our Warning". Pod względem oryginalności muzyka z "Transformers 2" nie ustępuje zatem swojej poprzedniczce. Amerykanin kontynuuje tu popadanie w coraz głębszą wtórność, mimo iż zrezygnował z prawie wszystkich tematów z "jedynki", co, jako jej wielki wróg, uważam za plus. Dzięki temu znikła jakaś część tego mdlącego patosu niskiej klasy, który nieustannie sączył się z głośników. Być może jest to przejawem opamiętania się kompozytora w tej bezsensownej i pełnej potknięć pogoni za zimmerowską przebojowością, a być może po prostu nieco innej koncepcji muzycznej twórców filmu. W każdym razie ze "starych" ostał się tylko temat Autobotów, zamykający zresztą płytę. Dziwne natomiast, że nie ma już tematu Decepticonów, choć kompozytor użył tu podobnych środków ilustracyjnych do ich charakteryzacji (mroczny chór, specyficzna elektronika).

Zastanawiający jest także brak motywu akcji z "Scorponoka" (pojawia się tylko w filmie), który osobiście uważam za największe osiągnięcie Steve'a w "Transformersach". Pytani przeze mnie ludzie z obrazu pamiętają tylko to i całkiem dobrze wspominają.

Luki po czystkach melodycznych wypełnia kilka nowych motywów oraz tematów, w tym temat Prime'ów lub nowy temat Optimusa, mający rangę przewodniego. Przywodzi on na myśl, i to chyba nieprzypadkowo, stary temat Optimusa, ale jest od niego niewątpliwie lepszy (tamten był nie do zniesienia). Najbardziej wymownie jest on eksponowany w narastającym utworze "Prime" oraz "Infinite White" (tu z wokalizą Lisbeth Scott). Jest to swoją drogą drugie duże osiągnięcie Steve'a w "Transformersach", mimo iż ścieżkę numer jeden czasem aż chce się nazwać "Like a Prime Chasing Cars". Nie można tu więc mówić o żadnym "postępie". To, że komuś wreszcie udało się przystępnie przearanżować czyjś temat, wcale nie świadczy o jego kunszcie kompozytorskim...

Dodatkową atrakcją na płycie miała być nowa aranżacja piosenki Linkin Parku pt. "New Divide" - "Nest". Nie wiem jak odbierają ten utwór fani nu metalu, ale ja nie znajduję w nim nic ciekawego. Nie ma tu w zasadzie żadnych śladów inwencji kompozytora. Całość brzmi jak oryginał ze zmienioną instrumentacją. Walorów ilustracyjnych też nie zdołałem się doszukać. Jest to czysto komercyjna, gorsząca zagrywka. Radzę więc omijać ten utwór szerokim łukiem podczas słuchania.

Jak zaś spisał się Steve w muzyce akcji? Po pierwszym, pobieżnym przesłuchaniu odniosłem fałszywe wrażenie, że nieco ją urozmaicił. Gdzieś w oddali, w odmętach świadomości usłyszałem nawet coś jakby "pomysł", ale nie byłem pewien. Teraz już wiem, że to musiało być coś innego, bo Jablonsky ponownie zawodzi i serwuje toporną, monotonną, prymitywną muzykę akcji i to w filmie, który jest tak bardzo nastawiony na dynamikę. Pomysłowość kompozytora ogranicza się tu do wciskania jak największej ilości elektronicznych sampli między akcenty rytmiczne oraz potęgowania napięcia za pomocą dodawania nowych sekcji, grających to samo w obrębie różnych oktaw. A przecież tematyka filmu daje szerokie pole do popisu, przede wszystkim w warstwie perkusyjnej (aż chciałoby się usłyszeć jakieś metaliczne uderzenia albo elektryczne trzaski).

"Transformers: Revenge of the Fallen" to muzyka, która zawiedzie fanów poprzedniej ścieżki, ale dla jej przeciwników będzie łatwiejsza do przełknięcia. Mimo to wciąż pozostaje skrajnie wtórną, irytującą, ciężkostrawną mielonką produktów z zimmerowskiej garmażerii, a Steve Jablonsky nadal jest tylko kolesiem wrzucającym je do maszyny rozdrabniającej i wciskającym guzik MIEL. Na pewno nie można powiedzieć, iż Upadły Steve powstał ani nawet podparł się ręką. Jedynie przestał zwracać uwagę innych na to, że leży.

Autor recenzji: Andrzej Szachowski


CD 1

01.

Prime

02.

Einstein's Wrong

03.

NEST (zawiera fragment "New Divide" grupy Linkin Park)

04.

The Shard

05.

The Fallen

06.

Infinite White

07.

Heed Our Warning

08.

Tomb Of The Primes

09.

The Fallen's Arrival

10.

Forest Battle

11.

Precious Cargo

12.

Matrix Of Leadership

13.

I Claim Your Sun

14.

I Rise, You Fall

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz