• Old Man & The Gun, The
  • Loving
  • Hurricane
  • 007: World is Not Enough, The – remastered and expanded
  • Dressmaker, The

Twilight Saga, The: New Moon – The Score

data publikacji: 07/04/2010

Saga "Zmierzch": Księżyc w nowiu

Twilight Saga, The: New Moon – The Score

"...oprócz znakomitego tematu głównego, Desplat ma słuchaczowi niewiele do zaoferowania..."

Kompozytor: Alexandre Desplat

Rok produkcji: 2009

Wytwórnia: Koch Records

Czas trwania: 72:06 min.

Kiedy dowiedziałem się, że Desplat został tym szczęśliwcem, któremu przypadło w udziale napisania muzyki do kolejnej części przygód Harry’ego Pottera, na początku nieco się zdziwiłem. Owszem styl Desplata jest stworzony do obudowy filmów z dużą dozą magii, ale przecież nie jest to kompozytor kojarzony z filmami dla młodzieży. W karierze przytrafił mu się co prawda "Złoty kompas", ale nie przypuszczam, by to on stał się kluczowy przy wyborze Francuza. Dużo większe znaczenie mógł mieć "Księżyc w nowiu", najnowszy hit przeznaczony dla widowni już nie dziecięcej, ale zdecydowanie nie dorosłej. Chociaż dramatyczne losy Belli mocno się różnią od tych przeżywanych przez Pottera, a i młody czarodziej ma zdecydowanie bardziej zróżnicowaną widownię (zarówno płciowo jak i wiekowo), to przepis na muzykę do młodzieżowego hitu jaki proponuje w "Księżycu..." Desplat mógł przypaść do gustu producentom z wytwórni braci Warner.

 

Należy od razu zaznaczyć, iż jest to przepis zupełnie odmienny od tego, jaki zaprezentował Carter Burwell w muzyce do "Zm ierzchu". Poprzednik Desplata na stołku kompozytora wampirów poszedł w stronę agresywnych, zadziornych brzmień, dodając filmowi nieco buntowniczego charakteru. Francuz wybrał zaś w zupełnie odmienny kierunek. Jego przepis na hit jest genialny w swej prostocie, a jego clou stanowi temat główny. Dla niedzielnego słuchacza muzyki filmowej dobry temat główny to wystarczający powód, by nabyć płytę. Szczególnie, że w sprzedaży oprócz wydawnictwa zawierającego tylko muzykę napisaną specjalnie dla filmu, pojawiła się także (podobnie zresztą jak w przypadku "Zmie rzchu") typowa składanka. Napisany przez Desplata utwór "The Meadow" stanowił dobre dla niej uzupełnienie. Zresztą jego brak na płycie z oryginalną partyturą jest, w moim odczuciu, sporym błędem. "The Meadow" bowiem w najpełniejszy sposób przedstawia walory wiodącego tematu.

 

Abstrahując jednak od tej kwestii, trzeba przyznać Francuzowi, że bardzo się, pisząc tę melodię, postarał. Jest ona oczywiście nastawiona na wysoką słuchalność i jej podstawowym zadaniem jest utkwienie w pamięci widza (potencjalnego nabywcy soundtracku), nie ma więc mowy o ryzykownych eksperymentach czy zawiłych orkiestracjach. Tym niemniej Desplat zawarł w nim tak wiele romantyzmu i emocji, że spokojnie może on stawać w tym samym szeregu co "Wong Chia Chi’s Theme" czy "Griet’s Theme".

 

Niestety oprócz znakomitego tematu głównego, Desplat ma słuchaczowi niewiele do zaoferowania. Na płycie dominuje klimatyczny, ale niespecjalnie interesujący underscore. Pojawia się jeszcze raptem jedna pełnoprawna melodia, to "Volturi Waltz", odpowiednio niepokojący, chociaż ze słyszalną w tle manierą Francuza. Interesująca jest także tematyczna miniaturka, która najpełniej słychać w "Marry Me, Bella", w pomysłowym połączeniu fortepianu i fletu wyczuwalny jest aranżacyjny talent Desplata. Tak udane fragmenty pojawiają się jednak zdecydowanie zbyt rzadko. Nawet pojawianie się sporadycznie muzyki akcji nie jest w stanie doprowadzić do ożywienia tego, w większości pozbawionego inwencji, materiału. To melodyczne ubóstwo sprawia, iż słuchacz szybko się nudzi, a jako, że może zawiesić ucho jedynie tylko na kolejnych odsłonach głównego tematu, i ten zaczyna go wkrótce nużyć. Na plus Desplatowi należy uznać, że uniknął wtórności  w stosunku do swoich poprzednich dzieł, a wyczuwalne oczywiście wyznaczniki jego stylu z rzadka wybijają się na plan pierwszy.

 

Nie da się także zaprzeczyć, iż, ze względu na instrumentarium i sposób budowania tła, jest to pozycja szalenie stylowa. Pojawienie się w pewnym momencie gitary elektrycznej prawie szokuje (warto przypomnieć, że Burwell ochoczo z niej korzystał). Ma to duże znaczenie przy filmie starającym się silnie nawiązywać do gotyckiej grozy i klasycznego melodramatu. Dlatego też, chociaż rzadko muzyka Desplata ma okazję rzeczywiście uczestniczyć w budowaniu ekranowej rzeczywistości, wyraźnie wpływa na atmosferę i mimo wielu wad, klasą przewyższa film. Również dlatego nazywanie tej partytury nieudaną byłoby sporym nadużyciem, nie schodzi ona poniżej poziomu, do jakiego Desplat nas przyzwyczaił, a siła głównego motywu wznosi ją co najmniej o oczko wyżej.

 

Mam rzecz jasna nadzieję, że pisząc muzykę do "Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci" Desplat przedstawi coś więcej i nie uzależni siły całej ścieżki od głównego motywu. Będzie miał przy tym trudniejsze zadanie. O ile zastępując Cartera Burwella, mógł sobie pozwolić na całkowite skreślenie pracy poprzednika czego wynikiem była zamiana gitary na skrzypce, tak teraz będzie musiał się zmierzyć z legendą Johna Williamsa. Szczerze powiedziawszy, mam poważne wątpliwości czy podoła, choć najprawdopodobniej pobije na głowę Nicholasa Hoopera. Warto także poczekać na pracę Howarda Shore’a do następnej części wampirzej sagi. Przyćmienie soundtracku Desplata nie powinno sprawić mu kłopotu, chociaż prawdopodobnie drugiego tak udanego tematu głównego, jak ten firmujący "Księżyc w nowiu", "Saga Zmierzch" pewnie już się nie doczeka. 

Autor recenzji: Jan Bliźniak


CD 1

01.

New Moon

02.

Bella Dreams

03.

Romeo & Juliet

04.

Volturi Waltz

05.

Blood Sample

06.

Edward Leaves

07.

Werewolves

08.

I Need You

09.

Break Up

10.

Memories Of Edward

11.

Wolves Vs. Vampire

12.

Victoria

13.

Almost A Kiss

14.

Adrenaline

15.

Dreamcatcher

16.

To Volterra

17.

You're Alive

18.

The Volturi

19.

The Cullens

20.

Marry Me, Bella

21.

Full Moon

Komentarze

Średnia ocena czytelników: 5  

Jacqueline 19-04-2013, 18:54

Nie zgadzam się, bezbłędna ścieżka!


styrczek 06-01-2019, 03:36

Soundtrack piękny, ale czy w szczególności pierwszy utwór nie brzmi czasem jak żywcem wyjęta kompozycja ze ścieżki dźwiękowej Phillipa Glassa do "Godzin"?


Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Ocena [1-5]
Komentarz