• Lion
  • Magnificent Seven, The
  • Se7en – Collector's Edition
  • Sausage Party
  • Moonlight
Artykuły

 

Od kilkunastu lat Azja stopniowo otwiera się na świat, zachwycając egzotyczną kulturą i ukazując swoich najwybitniejszych artystów. Dzięki temu dane jest nam doświadczać różnorodności i bogactwa muzyki oraz filmu, jakie do tej pory, z różnych powodów, były schowane przed europejską publicznością. Swój renesans przeżywa obecnie także muzyka filmowa rodem z Azji. Chińscy i japońscy kompozytorzy dzięki swojej wyobraźni, drobiazgowości i niezwykłej estetyce, obnażają zalewającą nas z Zachodu tandetę, która z prawdziwą sztuką niewiele ma wspólnego. Tacy artyści jak Joe Hisaishi, Tan Dun czy A.R. Rahman zaczynają wyrastać na nowych idoli, przyćmiewając dotychczasowe gwiazdy Hollywood. Jednym z kompozytorów, który swoją muzyką oraz niezwykłym doborem filmów przykuwa uwagę, jest również Shigeru Umebayashi.

Ten, urodzony w Kitakyushu, Japończyk zasłynął kilka lat temu swoją współpracą z dwoma cenionymi azjatyckimi reżyserami: Wong Kar-Waiem i Zhangiem Yimou. Osiągnięty, w krótkim czasie, międzynarodowy sukces pozwolił mu podjąć współpracę z reżyserami ze wszystkich kontynentów. Japończyk wybierał głównie ambitne i nietypowe projekty, które podkreślały nieszablonowość jego twórczości i pozwalały na rozwój warsztatu kompozytorskiego. Umebayashi rozwijał się też na innych polach – wyreżyserował między innymi film pod tytułem "Mogura", a swoje umiejętności aktorskie przetestował w obrazie "Hae". Obecnie Shigeru Umebayashi jest jednym z najbardziej znanych japońskich kompozytorów, którzy próbują sił poza granicami swojego kraju. Jego największe sukcesy związane są z produkcjami chińskimi, choć nie brakuje mu też doświadczeń z kinem europejskim i amerykańskim. Kariera Japończyka rozpoczęła się kilkanaście lat temu i to wcale nie od muzyki filmowej…

W wieku 17 lat Shigeru Umebayashi, został członkiem małego zespołu rockowego, który współtworzyli jego szkolni koledzy. Był to jego pierwszy, tak bliski, kontakt z muzyką. Jak sam wspomina: "Jeden z kolegów świetnie grał na gitarze i uwielbiał Beatlesów. Ja nie miałem pojęcia jak grać na gitarze, dlatego przypadł mi bas". Nie przeszkodziło to jednak Umebayashiemu zostać w latach 80’ liderem zespołu rockowego o nazwie EX. Muzyka, którą wtedy tworzył wpisywała się w nową falę – mocno czerpiącą z punk rocka, choć ciągle zakorzenioną w popie. Wynikało z ogromnego wpływu jaki na kompozytora wywarł wspomniany już zespół The Beatles. Do tej pory Umebayashi często podkreśla jak wielką inspiracją była dla niego twórczość piątki liverpoolczyków. Zespół EX odniósł ogromny sukces zyskując w Japonii spore grono fanów. Swego czasu zespół supportował nawet Erica Claptona, podczas jego tournee po tym kraju. Grupa rozpadła się jednak w roku 1984 zostawiając po sobie zaledwie jedną płytę – "Exhibition".

"...nie miałem pojęcia jak grać na gitarze, dlatego przypadł mi bas..."

Niedługo po tym Umebayashi wydał swój pierwszy solowy album noszący tytuł "Bazaar". Był on częścią kontraktu, jaki w tym czasie Japończyk zawarł z firmą JVC. Do jego nagrania zaprosił Georga Kajanusa, członka brytyjskiej grupy Sailor. Wspólnie skomponowali w Tokio dwie piosenki, które otwierały "Bazaar". Zaledwie dwa lata później Umebayashi nagrał swoją drugą płytę noszącą tytuł "UME". Tym razem nagrania odbyły się w Londynie, a w jej powstaniu ponownie pomagał Kajanus, który ostatecznie odpowiedzialny jest także za jej tytuł. W taki sposób wspomina ten czas Umebayashi: "Gdy nadszedł czas na wymyślenie tytułu albumu, Georg rzucił hasło 'UME'. Mimo że sprzedaż płyty była fatalna, spędziłem 3 wspaniałe miesiące pracując z Georgiem". Tytuł drugiego solowego albumu japończyka z czasem stał się też jego pseudonimem artystycznym.

Już w połowie lat 80’ Umebayashi zaczął interesować się światem filmu. Pisał, nagrywał i produkował piosenki dla innych artystów nie mając jednak okazji na samodzielne zaangażowanie się w muzykę filmową, która przeżywała wówczas w Japonii istotną przemianę. Przełomem okazało się spotkanie z niezwykle popularnym wówczas aktorem – Yusaku Matsuda (znanym z "Czarnego deszczu" Ridleya Scotta). Współpraca z nim, przy produkcji jednej piosenki, zaowocowała licznymi kontaktami z młodymi reżyserami, którzy poszukiwali dla swoich filmów nowego, świeższego brzmienia. "Mój sposób pisania muzyki odpowiadał ich pomysłom" wspomina po latach Umebayashi. W roku 1985 Japończyk debiutował muzyką do filmów "Sorekara" i "Tomo yo Shizukani Nemure", zdobywając wiele prestiżowych nagród muzycznych na uznanych japońskich festiwalach (Konkurs w Mainichi, Japan Academic Award, Festiwal Filmowy w Yokohamie). Od tego momentu kariera Umebayashiego, jako kompozytora muzyki filmowej, potoczyła się błyskawicznie.

Mimo możliwości jakie wtedy przed nim się otwarły, kompozytor bardzo ostrożnie wybierał kolejne projekty. Zapytany kiedyś o możliwość współpracy z Takeshim Kitano, jednym z najsłynniejszych japońskich reżyserów, powiedział: "Widziałem 'Hana Bi' i niestety nie jest to rodzaj filmu, który by mnie poruszył. (Kitano) to reżyser nowej fali, który jednak nie ma zbyt wielu pomysłów na muzykę w swoich filmach. To piękny film, ale z bardzo dyskretną i zmarginalizowaną muzyką". Umebayashiego często niesłusznie porównuje się z innym, niezwykle cenionym kompozytorem muzyki filmowej z Japonii – Joe Hisaishim. Twórczość obu artystów różni się jednak diametralnie, co zresztą rzutuje też na stosunki między nimi: "Znam trochę Hisaishiego, ale… przykro mi… nie lubię jego muzyki" – wyznał w jednym z wywiadów.

"...znam trochę Hisaishiego, ale… przykro mi… nie lubię jego muzyki..."

Kompozytor ma obecnie na swoim koncie muzykę do ponad 40 japońskich i chińskich filmów. Najlepiej kojarzony jest dzięki swojej współpracy z Wong Kar-Waiem, dla którego stworzył dwie ścieżki dźwiękowe – "Spragnieni miłości" oraz "2046". Jedna z jego kompozycji została również wykorzystana w "My Blueberry Nights". Ta współpraca przyniosła Umebayashiemu uznanie krytyki, między innymi na festiwalu w Cannes oraz opinię twórcy niezwykle wszechstronnego i inteligentnego.

Mało kto zdaje sobie jednak sprawę z faktu, że temat przewodni do pierwszego wspólnego filmu obu artystów ("Spragnieni miłości"), nie powstał specjalnie do niego. Melodia ta została skomponowana przez Umebayashiego kilka lat wcześniej do japońskiego filmu "Yumeji". Wong Kar-Wai postanowił wykorzystać ją, widząc w niej idealną ilustrację dramatycznych losów dwójki bohaterów jego filmu. Jako że już wcześniej obaj artyści mieli szansę się poznać, była to świetna okazja do szerszej współpracy. Zresztą tak wspomina ten moment sam Umebayashi: "Przez mojego przyjaciela z Hong Kongu poznałem pana Wanga jakieś 8 lat w wcześniej. Podziwiałem jego filmy i okazało się, że On podobnym uczuciem darzy moją muzykę filmową. Od tego czasu obaj liczyliśmy, że któregoś dnia, w najbliższej przyszłości, zrobimy coś wspólnie".

Kolejną okazją do współpracy było futurystyczne "2046". Tym razem Umebayashi został zaangażowany do projektu już od samego początku. Przez trzy lata oglądał wspólnie z reżyserem fragmenty powstającego filmu, lecz muzykę zaczął komponować niespełna miesiąc przed jego ukończeniem. "Oglądając film, można odnieść wrażenie, że '2046' to rozwinięcie 'Spragnionych miłości', jednak ja całkowicie musiałem je rozdzielić, gdy komponowałem do niego muzykę" – tak o swojej drugiej współpracy z Wong Kar-Waiem mówił Japończyk. Całą współpracę Umebayashiego ze słynnym reżyserem podsumowują inne jego słowa: "To co jest piękne w naszej współpracy, to że w kwestiach artystycznych rozumiemy się bez słów, z Wong Kar-Waiem posiadamy dar odczuwania pewnych rzeczy w taki sam sposób".

"...z Wong Kar-Waiem posiadamy dar odczuwania pewnych rzeczy w taki sam sposób..."

Popularność wśród szerszej publiczności Japończyk zdobył dzięki współpracy z Zhangiem Yimou. Chiński reżyser sławę zyskał dzięki serii filmów z gatunku wuxia – prezentujących azjatyckie sztuki walki ujęte w baśniową konwencję i mocno inspirowane dramatami Szekspira. Umebayashi współpracował z Yimou przy dwóch projektach: "Domu latających sztyletów" i "Cesarzowej". Dla kompozytora pochodzącego z Japonii, stworzenie ilustracji muzycznej do chińskiego filmu, mocno zakorzenionego w tamtejszej mitologii i historii, stanowiło ogromne wyzwanie. W efekcie powstała jednak muzyka niezwykle wiarygodna, która bezbłędnie identyfikuje filmy Yimou – każdy z nich ma swój własny głos, stylistykę i funkcję, a mimo to doskonale wpisują się w charakterystykę tego typu kina. Tak o pracy nad "Domem latających sztyletów" mówił w jednym z wywiadów Umebayashi: "Rozmowy o muzyce trwały już podczas pisania scenariusza. Odwiedzałem też plan zdjęciowy i dyskutowałem z Zhangiem o kręconej scenie, a potem wracałem do Tokio i komponowałem. Później wysyłalem mu demo, a on odpowiadał w prosty sposób: tak lub nie".

Mimo że Umebayashi najbardziej znany jest ze swoich azjatyckich prac, ostatnie lata pokazały ogromny kosmopolityzm tego twórcy. W jego najświeższej filmografii można bowiem znaleźć tytuły z Grecji ("A Simple Love Story"), Włoch ("The Dark Sea"), Niemiec ("Absurdistan"), Wielkiej Brytanii ("Hannibal Rising"), Serbii ("Charleston & Vendetta") oraz USA ("Nieustraszony"). W ubiegłym roku Shigeru Umebayashi skomponował kilka tematów do filmu "A Single Man". Z powodu problemów logistycznych, wynikających z pobytu kompozytora w Japonii, a reżysera filmu w Los Angeles, nie była możliwa dalsza praca Umebayashiego nad obrazem. Ostatecznie finalną ścieżkę dźwiękową do "A Single Man" skomponował Abel Korzeniowski, który dzięki temu otrzymał swoją pierwszą nominację do Złotego Globu. Fragmenty muzyki japońskiego kompozytora można jednak nadal usłyszeć w filmie oraz na oficjalnym soundtracku. Najnowszym dziełem Umebayashiego jest muzyka do chińskiej superprodukcji "True Legend", traktującej o sztukach walki, w której zagrała Michelle Jeoh.

Różnorodność dorobku japońskiego kompozytora świadczy o jego ciągłym rozwoju. Jego muzyka filmowa czerpie ze wszystkich gatunków, inspirując się jazzem, bluesem, klasyką, folklorem czy muzyką elektroniczną. Sam Umebayashi kwituje różnorodność swojej twórczości takimi słowami: "Wszystkie piosenki Beatlesów czerpią z różnych gatunków muzycznych, a mimo to znane są po prostu jako 'muzyka Beatlesów'. Jeśli chodzi o mnie, to zawsze staram się słuchać różnorodnej muzyki i w jakiś sposób się z nią utożsamiać. Różne style i różne tekstury muzyczne bardzo mnie pociągają. Bycie kompozytorem polega na adaptowaniu wszystkich typów muzyki".

"...bycie kompozytorem polega na adaptowaniu wszystkich typów muzyki..."

Umebayashi skomponował niedawno muzykę do oficjalnego dokumentu opisującego Olimpiadę w Pekinie "The Everlasting Flame: Beijing 2008". Z kolei w roku 2009 odbył się pierwszy symfoniczny koncert jego muzyki filmowej, zorganizowany podczas Festiwalu Filmowego w Gandawie. Takie nagromadzenie najróżniejszych wydarzeń związanych z muzyką i osobą tego japońskiego kompozytora, świadczy o niezwykłym magnetyzmie jego twórczości. Umebayashi swoją pracowitością i odpowiednim doborem projektów, buduje międzynarodową karierę, jakiej mogą mu pozazdrościć bardziej utytułowani kompozytorzy z kraju Kwitnącej Wiśni.

Autor: Łukasz Waligórski

Przeczytaj także:

Dom latających sztyletów -  recenzja Damiana Słowioczka
Dom latających sztyletów -  recenzja Łukasza Waligórskiego
Cesarzowa -  recenzja Łukasza Waligórskiego

Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Komentarz