• Split
  • Ballerina
  • Secret Life of Pets, The
  • Storks
  • Trolls
Wywiady

 

Niemal tuzin kompozytorów, kilkudziesięciu wokalistów i setki godzin nagrań – oto jak po pięciu dekadach prezentuje się muzyczne oblicze uniwersum Jamesa Bonda. Niezapomniane tematy, charakterystyczne brzmienie i niepowtarzalne piosenki stanowią wyjątkową kartę w historii muzyki filmowej.


Muzyczna historia przygód Jamesa Bonda rozpoczyna się w roku 1962, kiedy o napisanie muzyki do filmu "Dr. No" poproszono Monty’ego Normana. Kompozytor był wówczas wziętym twórcą musicali  i zgodził się napisać muzykę do filmu tylko dlatego, że pozwolono mu podróżować z całą ekipą filmową po Jamajce. Ta egzotyczna podróż okazała się dla niego na tyle inspirująca, że stworzył na potrzeby filmu kilka piosenek oddających niezwykły klimat Karaibów. Jednak do historii przeszedł jedynie krótki, gitarowy motyw muzyczny napisany do słynnej sceny otwierającej film, w której patrzymy na Bonda z perspektywy lufy mierzącego do niego pistoletu. Norman wykorzystał w niej fragment swojej wcześniejszej kompozycji "Good Sign Bad Sign" z musicalu "A House for Mr Biswas". O jego ostateczną aranżację zadbał John Barry zatrudniony w tym celu przez producentów dosłownie w ostatniej chwili. Mimo, że to Norman wpadł na pomysł tego nietypowego tematu muzycznego, to Barry dzięki swojemu jazzowemu doświadczeniu i lekkości w pisaniu na orkiestrę stworzył wersję "James Bond Theme", która na kolejne 50 lat stała się znakiem rozpoznawczym agenta 007.

Sytuacja ta doprowadziła po latach do kilku dość głośnych spraw sądowych. Popularnym błędem stało się bowiem stwierdzenie, że to John Barry jest autorem pierwszego tematu Jamesa Bonda. Zirytowany tym faktem Monty Norman kilkukrotnie pozywał największe brytyjskie magazyny, które w swoich publikacjach pomijały go, jako twórcę słynnego motywu. Do zdecydowanie najgłośniejszych należało jego starcie z "The Sunday Times" z roku 2001. Kompozytor wygrał wtedy proces otrzymując od wydawcy gazety zadośćuczynienie wysokości 30 000 funtów.

Barry… John Barry

Z perspektywy czasu nie ulega jednak wątpliwości, że człowiekiem najbardziej odpowiedzialnym za niezwykle rozpoznawalne brzmienie Jamesa Bonda jest John Barry. Swoją aranżacją "James Bond Theme" w roku 1962 do filmu "Dr. No" wskazał kierunek w jakim powinna iść muzyczna ilustracja kolejnych filmów o agencie 007. Chwytliwe tematy, wyeksponowane instrumenty dęte blaszane, zmysłowa jazzowa rytmika i uwodzicielskie, eleganckie brzmienie. Producenci filmu od razu dostrzegli, że ten muzyczny garnitur pasuje jak ulał na Jamesa Bonda i zatrudnili Barry’ego jako kompozytora przy kolejnych filmach z serii. Najpierw były "Pozdrowienia z Rosji" (1963), później "Goldfinger" (1964), "Operacja Piorun" (1965), "Żyje się tylko dwa razy" (1967), "W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości" (1969), "Diamenty są wieczne" (1971)... W sumie John Barry pracował, z krótkimi przerwami, przy jedenastu filmach z serii na stałe zapisując się w historii filmu i muzyki. Na potrzebny filmów o Bondzie stworzył dziesiątki tematów muzycznych, które mimo swojej różnorodności zawsze były głęboko zakorzenione w pierwotnie obranej koncepcji.

Niezwykle charakterystycznym elementem tej koncepcji były również piosenki tytułowe. Pierwsza z nich pojawiła się już w roku 1963 w "Pozdrowieniach z Rosji". Od tego momentu każdej kolejnej odsłonie przygód agenta 007 towarzyszyła specjalnie pisana na tę okazję piosenka, której wykonanie powierzano wyjątkowemu artyście. Dla wielu z nich okazało się to największym osiągnięciem w karierze. "To był mój największy przebój" – tak po latach o piosence tytułowej do "Goldfingera" powiedziała Shirley Bassey. W historii zapisała się jako jedyna artystka, która miała okazję śpiewać więcej niż jedną piosenkę do filmów o Bondzie. Ogromna sympatia jaką darzył ją John Barry sprawiła, że widzowie mogli ją usłyszeć w czołówkach "Moonrakera" (1979) i "Diamenty są wieczne". W gronie artystów, którzy dostąpili zaszczytu zaśpiewania piosenki tytułowej do filmu o Jamesie Bondzie w ciągu 50 lat znalazły się takie sławy jak Madonna, Paul McCartney, Tina Turner, Gladys Knight czy zespoły Duran Duran, A-ha i Garbage. Do najnowszego filmu "Skyfall" piosenkę tytułową zaśpiewała z kolei Adele – wokalistka, która wstrząsnęła muzycznym światem swoim ochrypłym, uwodzicielskim głosem i charyzmą.

Niekiedy do filmów o agencie 007 powstawało kilka piosenek. Tak było w przypadku "W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości" gdzie przepiękną balladę "We Have All the Time in the World" wykonał niezapomniany Luis Armstrong. Utwór ilustrujący ślub Jamesa Bonda (w tej roli George Lazenby) był jednocześnie ostatnim nagraniem słynnego trębacza przed jego śmiercią. "Armstrong dopiero co wyszedł ze szpitala, w którym był przez ostatni rok. Mój ojciec był właścicielem teatru w Yorku z ogromną salą balową. To tam po raz pierwszy Armstrong zaśpiewał tę piosenkę. To było cudowne móc w końcu go nagrać" – wspomina w jednym z wywiadów John Barry.

Bond w rytmie Bee Gees…

Przez 50 lat obecności filmów o Bondzie na ekranach kin muzyką do nich zajmowało się w sumie dwunastu kompozytorów (włączając filmy spoza serii "Nigdy nie mów nigdy więcej" z 1983 i "Casino Royale" z 1967). Zawsze były to największe nazwiska z branży, dla których możliwość zmierzenia się z legendarnym brzmieniem agenta 007 było nie lada wyzwaniem, ale i zaszczytem – Burt Bucharach, Michael Kamen, Eric Serra, Michel Legrand, Bill Conti, Marvin Hamlish, David Arnold czy Thomas Newman. "To było jedno z moich najlepszych muzyczno-filmowych doświadczeń w całej karierze" – przyznał po latach Bill Conti – twórca "Rocky’ego", odpowiedzialny za muzykę do "Tylko dla Twoich oczu" (1981). Każdy z tych kompozytorów wnosił coś osobistego w ilustracje muzyczne filmów, przy których pracowali, jednocześnie trzymając się szlaków wytyczony przez Barry’ego.

Jako pierwszy pałeczkę po Johnie Barrym przejął w roku 1973 George Martin – legendarny producent The Beatles. Był to pierwszy film, w którym rolę Bonda zagrał Roger Moore – "Żyj i pozwól umrzeć". Ścieżka dźwiękowa nie zaskakiwała niczym nowy, posłusznie powielając brzmienie wykreowane we wcześniejszych filmach przez Barry’ego. Najważniejszym muzycznym śladem po tym filmie okazała się piosenka tytułowa zaśpiewana przez Paula McCartney’a, a napisania wspólnie z żoną Lisą. Cztery lata później wyzwania podjął się Marvin Hamlish – amerykański kompozytor mający już wtedy na swoim koncie 3 Oscary (między innymi za muzykę do "Żądła"). "John Barry nie mógł napisać muzyki do "Szpiega, który mnie kochał", dlatego producenci zaczęli szukać nowego kompozytora. Z jakiegoś powodu na szczycie listy pojawiło się moje nazwisko" – wspomina po latach Hamlish. Był to czas, kiedy tryumfy święcił zespół Bee Gees. "Uwielbiałem i nadal uwielbiam ten zespół. Postanowiłem zaadoptować ich charakterystyczny rytm do brzmienia Bonda" – przyznał w jednym z wywiadów nieżyjący już kompozytor. Tym sposobem powstała jedna z najbardziej niezwykłych ścieżek dźwiękowych do filmu o agencie 007, która zdobyła w 1977 roku nominację do Oscara.

John Barry kilkukrotnie powracał na stanowisko kompozytora muzyki do kolejnych filmów o Bondzie, jednak coraz częściej praca ta kolidowała z innymi jego projektami. Popularność agenta 007 sprawiła, że twórcę jego muzycznego brzmienia zasypała lawina propozycji z Hollywood. Lata wytężonej pracy dla świata filmu przyniosły kompozytorowi grad nagród (między innymi 5 Oscarów) i miano jednego z największych twórców muzyki filmowej w Hollywood. "Tańczący z wilkami", "Pożegnanie z Afryką", "Nocny kowboj", "Cotton Club" i "Lew w zimie" to tylko niektóre tytuły z jego imponującej filmografii. "W obliczu śmierci" (1987) był ostatnim filmem o Bondzie, przy którym pracował Barry. Z czasem zaczął się pogarszać jego stan zdrowia, co było również konsekwencją pęknięcia przełyku w roku 1988, które niemal doprowadziło do jego śmierci. Zmarł 30 stycznia 2011 roku.

Znak czasów…

Kolejnymi częściami serii, czyli "Licencja na zabijanie" (1989) i "Goldeneye" (1995) zajmowali się już inni kompozytorzy. Do pierwszego muzykę napisał Michael Kamen znany z "Zabójczej Broni" i "Szklanej Pułapki", natomiast do debiutu Pierce’a Brosnana w roli Bonda ścieżkę dźwiękową stworzył Eric Serra – Francuz znany ze współpracy z Luciem Bessonem. Przełom nastąpił jednak w roku 1997, kiedy na stanowisku kompozytora do "Jutro nie umiera nigdy" pojawił się David Arnold. Nikomu nieznany do tej pory kompozytor angaż zawdzięczał swojemu albumowi "Shaken and Stirred: The David Arnold James Bond Project" z elektronicznymi remiksami dotychczasowych tematów Johna Barry’ego. Płyta została zauważona przez producentów serii filmów o Bondzie, którzy postanowili zaprosić Arnolda do dłuższej współpracy. Namaszczony przez Johna Barry’ego na swojego następcę, David Arnold skomponował muzykę do kolejnych pięciu filmów o Bondzie. Jego rozstanie z serią przy "Skyfall" (2012) było sporym zaskoczeniem zwłaszcza, że musiał ustąpić miejsca Thomasowi Newmanowi zupełnie niekojarzonemu z tego typu kinem. Na szczęście Amerykanin doskonale poradził sobie z tym zadaniem zyskują uznanie fanów i krytyki. Ostatnie doniesienia wskazują wręcz, że jego przygoda z Agentem Jej Królewskiej Mości potrwa dłużej...

Autor: Łukasz Waligórski

Artykuł został pierwotnie opublikowany w 2012 roku w piśmie Beethoven Magazine


Komentarze

Obecnie brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Nick
E-mail
Komentarz